Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Grażyna Zielińska: Jestem dla siebie bardzo wymagająca

Kiedy Grażyna Zielińska (63 l.) pojawia się na ekranie, widz odruchowo się uśmiecha. Od lat gości w popularnych serialach - jako bufetowa w "Na dobre i na złe", i jako zielarka w "Ranczo". Prywatnie stroni od show-biznesu i jest bardzo wymagająca względem siebie.

Rola zielarki wpłynęła w jakiś sposób na pani popularność?

Reklama

Grażyna Zielińska: - Trudno temu zaprzeczyć. Szczególnie w Płocku, gdzie mieszkam od ponad 23 lat, spotykam się z licznymi dowodami sympatii. Widzom podoba się prostolinijność babuni, jej poczucie sprawiedliwości, uczciwość i dobre serce. To są dla mnie niezwykle budujące opinie i staram się o nich pamiętać, kiedy pracuję na planie.

Dlaczego są dla pani tak ważne?

- Bo w stosunku do siebie jestem dosyć wymagająca i krytyczna. Bardzo rzadko bywam z siebie zadowolona, a widząc swoją postać na ekranie, nie czuję specjalnej satysfakcji. "O matko, co ja za minę tutaj zrobiłam! Rany boskie, ale wstyd!" - często w ten właśnie sposób reaguję, oglądając efekty swojej pracy. Niemal zawsze uważam, że mogłam zagrać inaczej, a już na pewno o wiele lepiej.

Wierzy pani w gusła?

- Szczerze mówiąc, nie znam się nawet na ziołach, choć nie ukrywam, że bardzo podoba mi się specyficzna otoczka ludowych wierzeń. Nie tylko w "Ranczu", ale w realnym życiu. Jest w nich pewna tajemnica, wręcz baśniowa magia.

Czuje się pani gwiazdą?

- Oczywiście, że nie! Jaka ze mnie celebrytka? Niekiedy tylko żartuję, że jedynym pozytywnym aspektem popularności jest to, że moje podwórkowe koty są szczęśliwsze. Kilka lat temu część sąsiadów niezbyt przychylnym okiem patrzyła na to, że je dokarmiam i wystawiam miseczki. Bo przez to miauczenie spać ludziom nie dawały (śmiech).

A teraz są dla pani przesadnie mili?

- Teraz już nikt nie przychodzi do mnie z pretensjami. Ludzie zaakceptowali moją miłość do czworonogów. Tyle że ja rzadko bywam w Płocku i kociakami, tak jak całym naszym skromnym gospodarstwem, zajmuje się mój kochany mąż. To niezastąpiony pan domu.

Nie męczy pani życie na walizkach?

- Nic, a nic! Lubię być w ruchu, poznawać ciekawych ludzi i nowe miejsca. Dlatego zmęczenia ani rozdrażnienia nie czuję i mam cały czas mnóstwo pozytywnej energii. Wtedy wiem, że żyję!

Dowiedz się więcej na temat: Grażyna Zielińska | Na dobre i na złe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje