Aktorka wielokrotnie opowiadała w samych superlatywach o swoim przyjacielu, z którym przeżyła wiele szczęśliwych lat. Towarzyszył jej wszędzie, także podczas wyjść służbowych.
Brodacz Monachijski pani Zofii był nawet bohaterem jednej z afer, która rozegrała się sześć lat temu podczas Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach. Ponoć Dżek miał rzucić się z zębami na Bubu Mon Cheri Adorea, pudla morelowego dziennikarza "Angory" Bohdana Gadomskiego.
Właściciel poszkodowanego psiaka był wówczas wściekły na gwiazdę i jej pupila. Sytuacja zakończyła się wizytą u weterynarza i rachunkiem za leczenie, opiewającym na kwotę 200 złotych.
To wydarzenie wstrząsnęło Czerwińską, która nie mogła uwierzyć w winę swojego drogiego Dżeka. Ponoć nigdy nie przejawiał agresji i kochał wszystkie inne zwierzęta.
"Jest cudownym czarującym przyjacielem, który wydobył mnie z depresji po mojej ciężkiej chorobie i śmierci Mamusi" - opowiadała wtedy pani Zofia.
W ostatnim czasie zwierzak czuł się coraz gorzej - rok temu tracił słuch i wzrok, teraz doszły do tego ataki padaczki.
"Dwa tygodnie temu Dżek dostał padaczki. Pojechałam z nim do weterynarza, gdzie zrobiono mu rezonans. Okazało się, że ma dwa guzy mózgu. Strasznie cierpiał, nie mogłam na to patrzeć. Postanowiłam go uśpić" - mówi "Super Expressowi" załamana aktorka.
Okazuje się, że nawet po jego śmierci gwiazda nie potrafi się z nim rozstać. Wyznała, że skremowała zwłoki Dżeka i teraz trzyma je w domu. Czerwińska jednak nie ma zamiaru zastępować psiaka nowym zwierzakiem.
"Nie mogę sobie na to pozwolić, przede wszystkim dlatego, że mam swoje lata. Gdybym chciała psa, to musiałby być starszy, a nie chciałabym przeżywać kolejnej śmierci. Muszę się nauczyć żyć sama" - wyznaje w rozmowie z tabloidem.
Zobacz również:



***Zobacz więcej materiałów wideo:








