Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dowbor chwali sobie życie na bezrobociu

54-letnia Katarzyna Dowbor rozkoszuje się wolnością i marzy o własnej stadninie koni.

Jest pani bezrobotna od dwóch miesięcy. Jak wygląda dziś pani życie?

Reklama

Katarzyna Dowbor: - Zaczęłam chodzić na siłownię i ćwiczyć z trenerem osobistym. Pierwszy raz w życiu mam takiego. A właściwie dwóch trenerów, bo to bracia bliźniacy. Raz ćwiczę z jednym, raz z drugim. Zawsze lubiłam sport, a wysiłek fizyczny świetnie działa na stres. Gdy po ćwiczeniach stoję pod prysznicem, wraz z potem spływają wszelkie smutki. To taka moja nowa przyjemność.

Wyznaczyła pani sobie jakiś cel, na przykład walkę z nadwagą? 

- Przez ostatnie dwa lata chorowałam, miałam problemy z tarczycą i przybyło mi sporo kilogramów. Ale nie spinam się. Zdaję sobie sprawę, że lata lecą i nigdy już nie będę wyglądała jak wtedy, gdy miałam dwadzieścia lat. Nie wierzę też, że moje życie zmieni się, jeśli będę szczuplejsza. Ćwiczę głównie dla dobrego samopoczucia i zdrowia. Podczas wysiłku wydzielają się endorfiny, które sprawiają, że czuję się szczęśliwsza i młodsza.

A na ile lat czuje się pani teraz?

 - Na trzydzieści. Ale gdy ktoś pyta mnie o wiek, odpowiadam, że mam pięćdziesiąt plus VAT. Czuję się młodo, bo mam taką osobowość. Odmładza mnie również macierzyństwo. Mam wielu przyjaciół wśród rodziców koleżanek mojej córki, zazwyczaj młodszych ode mnie. Spotykamy się, jeździmy razem na wakacje. Poza tym mam tak dużo obowiązków, że nie brakuje mi czasu, żeby myśleć o wieku.

W październiku tego roku stuknęłoby pani trzydzieści lat na posadzie w Telewizji Polskiej. Czy mimo zwolnienia będzie pani świętować?

 - Nie zamierzam się załamywać. Chociaż przez wszystkie te lata byłam wierna telewizji, a to była moja pierwsza praca. Myślę, że urządzę jakąś imprezę. Zaproszę ludzi z telewizji, których lubię i będziemy wspominać najlepsze chwile. Zawsze, gdy coś się traci, jednocześnie coś się zyskuje. Ja zyskałam wolność. Na etacie w TVP byłam związana warunkami umowy. Teraz czekam na propozycje.

Najlepsze wspomnienia z tych trzydziestu lat?

- Gdy zaczęłam pracę i stałam się rozpoznawalna, trochę się tym zachłysnęłam. Później, gdy na rok zdjęto mnie z anteny, rozum wrócił. Zdobyłam sympatię widzów i zaufanie pracodawców na wiele lat. Doceniam to i szanuję. Należę do szczęśliwców, którym udało się w życiu. Nie dość, że uprawiałam zawód, który sprawiał mi przyjemność, to jeszcze płacono mi za to. Dzięki tej pracy zwiedziłam pół świata i poznałam wielu fantastycznych ludzi.

Jakiś czas temu mówiła pani, że chciałaby mieć stadninę koni. Pracuje już pani nad tym?

- Teraz mogłabym zacząć ją budować, by za jakiś czas przeprowadzić się tam. Nie chciałabym jeszcze wyrywać córki ze środowiska, w którym dorastała. Za pięć lat, gdy Marysia będzie już na tyle samodzielna, by zostać bez mojej opieki w Warszawie, zajmę się tym, o czym marzę. Wówczas będę mieszkać na wsi i hodować dużo koni, psów i kotów.

Znalazła już pani miejsce na tę swoją stadninę?

- Jeszcze nie. Najbliższe wakacje chcę poświęcić na poszukiwanie takiego miejsca. Myślę, że gdy już je zobaczę, od pierwszego momentu będę wiedzieć, że to moje miejsce na ziemi. Marzy mi się wybudowanie czegoś w stylu starego dworu szlacheckiego albo kupno jakiegoś dworku do odtworzenia. Na razie pewna jest tylko nazwa. Będzie to Dowborowy Dwór.

Córka będzie pani pomagać "na gospodarce"?

- Nie sądzę. Ona ma całkiem inne marzenia i plany. Chce być psychologiem. Chyba zostanę z tym sama...


Ewa Pokrywa
26/2013

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Dowbor | TVP | sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje