Kinomani od miesięcy czekali na nową "Lalkę". Kulisy mogli oglądać w sieci
Nowa adaptacja "Lalki", otwiera się w nowym oknie to bez wątpienia jedna z najgłośniejszych rodzimych produkcji ostatnich lat. Zrobiło się o niej głośno już kilkanaście miesięcy temu, gdy oficjalnie zapowiedziano powstanie projektu, a później sukcesywnie ujawniano nazwiska obsady.
W sieci regularnie relacjonowano prace na planie i zapraszano statystów na zdjęcia, które odbywały się m.in. w Warszawie. W social mediach można bylo podejrzeć, co działo się za kulisami i jak wyglądały szeroko zakrojone, wymagające przygotowania.
Ale o tym, co wydarzyło się w procesie powstawania filmu, nikt nie miał pojęcia. Kamila Urzędowska, gwiazda produkcji, wyznała to dopiero po fakcie. Wydało się, że pewnego dnia w pracy dosłownie zalała się łzami. Nie do wiary, co się za tym kryło.
Dopiero teraz wyszło na jaw ws. "Lalki". Po tym, co zaszło na planie, Urzędowska zalała się łzami
Okazuje się, że niektóre elementy procesu pracy nad "Lalką" miały dla 32-latki bardzo osobisty wymiar. Na jego potrzeby aktorka wróciła do Wrocławia - miasta, w którym kiedyś marzyła o wielkiej karierze.
"Pamiętam, jak kręciliśmy jedną scenę we Wrocławiu. Ja studiowałam we Wrocławiu i pamiętam jeszcze w szkole teatralnej chodziłam tam bardzo często i zastanawiałam się, czy zagram kiedyś w jakimś filmie czy w serialu" - powiedziała w rozmowie z "Vivą!".
Dzisiaj gwiazda, która może pochwalić się kilkunastoma tytułami w portfolio, w tym głównymi rolami w dwóch cenionych adaptacjach klasyki polskiej literatury (druga to oczywiście "Chłopi" DK i Hugh Welchmanów), jest już w zupełnie innym miejscu.
Najmocniej uświadomiła to sobie właśnie na planie najnowszego filmu Macieja Kawalskiego.
"Szłam z tą myślą, że gram główną rolę w filmie. I że ten cały plan, wszyscy statyści, cała scenografia jest zrobiona, i że za chwilę będę grała. Pamiętam, że strasznie zaczęłam płakać ze wzruszenia, że to się wydarzyło" - wyznała.

Dwa tygodnie od premiery, a tu takie wieści ws. "Lalki". Oto co zaszło na planie, Urzędowska się wygadała
Okazuje się, że poprzednie występy Urzędowskiej zwróciły na nią uwagę twórców. Dzięki temu nie musiała ona brać udziału w wieloetapowych castingach i udowadniać, że nadaje się do kreowania Izabeli Łęckiej.
"Nie miałam pojęcia, że będzie taki koniec, ale też casting odbywał się z ramienia producenta, który po prostu zaprosił mnie na rozmowę i zaproponował mi tę rolę" - wyjawiła.
Podobnie było zresztą i z innymi odtwórcami. Zarówno Marcin Dorociński, jak i Marek Kondrat - z uwagi na swoje wcześniejsze dokonania i ugruntowaną pozycję w branży - dostali bezpośrednie zaproszenie do zagrania w "Lalce".
Oczywiście inne znane nazwiska, od których obsada tytułu wprost się ugina, też nie znalazły się w niej przez przypadek. Kawalskiemu zależało na angażu samej śmietanki aktorskiej ekranu i sceny.
Zobacz też:
Urzędowska gra w filmach swojego ukochanego. Reżyser jest starszy 11 lat, otwiera się w nowym oknie








