Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Danuta Błażejczyk podzieliła się radosną nowiną. Rodzina wkrótce się powiększy!

Wnuk Danuty Błażejczyk (63 l.) ma się urodzić pod koniec września. To miesiąc ważny w życiu całej rodziny. Właśnie wtedy, tyle że 41 lat temu, piosenkarka wyszła za swojego ukochanego Andrzeja (63 l.), z którym jest do dzisiaj!

Będzie to najpiękniejszy prezent na rocznicę ślubu, jaki córka Karolina (25 l.) mogła podarować rodzicom. Danuta Błażejczyk, która mamą została dość późno, bo w wieku 36 lat, już szaleje na punkcie wnuka.

Reklama

- Staś, bo chyba tak Karolina da mu na imię, będzie miał wszystko, o czym tylko zamarzy, zadbamy o to my, dziadkowie - uśmiecha się piosenkarka. Niedawno doświadczyła olbrzymiej straty. Odszedł jej tata. Był mężczyzną, który ukształtował jej podejście do świata. Zawsze chciała go naśladować. - Dzięki niemu wyrosłam na kobietę, która wie, że bez rodziny człowiek jest ubogi, traci to, co najważniejsze! - mówi.

Jej rodzice zawsze bardzo się kochali. I okazywali to sobie. Pani Danuta od najmłodszych lat marzyła, że i jej będzie dane przeżyć równie mocne i piękne uczucie. Nie szukała jednak tego jedynego. W szkole średniej zamiast oglądać się za chłopakami, planowała przyszłość. Po szkole pedagogicznej dostała się na rusycystykę w Lublinie. Na studia dojeżdżała z rodzinnych Puław i być może nie usłyszelibyśmy jej piosenki "Taki cud i miód" w Opolu w 1985 roku, gdyby nie... pewien uparty perkusista Andrzej.

- Poznaliśmy się i występowaliśmy w zespole 31 mil. Nazwa odnosi się do odległości liczonej w milach między Puławami a Lublinem. Taką drogę pokonywałam codziennie - wspomina. Gdy perkusista pierwszy raz ją zobaczył, poczuł, że nie ma piękniejszej dziewczyny na świecie! Był szczęśliwy, że mogą razem występować. Ale ona nie była pewna, czy tego chce. Wahała się, bo kariera muzyczna oznaczałaby zostawienie czterech lat studiów i pełne oddanie się muzyce.

Andrzej dopóty powtarzał jej, że jest świetna, dopóki w to nie uwierzyła. Mało tego. By niczego nie zostawić przypadkowi, zakochany chłopak poszedł do mamy Danuty i wprost powiedział, że bez względu na wszystko chce być z jej córką. Potem poszło błyskawicznie.

Na ślubnym kobiercu stanęli 27 września 1975 roku. W 1987 roku, gdy występowali razem w przedstawieniu "Złe wychowanie", spotkali się z papieżem św. Janem Pawłem II. Mieli wtedy wszystko - szczęśliwe małżeństwo, wspólną karierę, ale brakowało tego najważniejszego - maleństwa. Ale starania o dziecko po 30. roku życia wiążą się już z większym stresem, którego i im los nie oszczędził. Nie było łatwo. Dlatego gdy wreszcie po 4 latach się udało i na świat przyszła Karolina, nie było szczęśliwszych ludzi!

Od tego czasu żadne sceny, żadne koncerty już nie były tak ważne jak ona. Dziś oboje podkreślają, że od 41 lat ich życie jest wielką, pasjonującą, niekończącą się przygodą, ale nie brakuje w niej także burz. Różnią ich temperamenty. Danuta Błażejczyk jest jak woda: łagodna, ale konsekwentna Pan Andrzej to typowy ognisty skorpion - lojalny, ale nieustępliwy, obdarzony przy tym niezwykłym poczuciem humoru. I to dzięki niemu rozbraja konfliktowe sytuacje w domu.

- Miewaliśmy kryzysy. Miałam czasem ochotę rzucić wszystko i nie wrócić. Wsiadałam do samochodu i jechałam przed siebie albo nocowałam u koleżanek - powiedziała w jednym z wywiadów Błażejczyk. To, co wywołuje wybuch, równie szybko staje się przyczynkiem do gorącego godzenia się.

- Mam wrażenie, że wciąż mają po 20 lat. Nie znam innej tak zakochanej pary jak oni! Zazdroszczę im tego ognia - śmieje się przyjaciółka rodziny. Mąż Danuty znów towarzyszy jej w występach. Razem pracują nad nową płytą "Duety". Przez chwilę liczyli, że i Karolina do nich dołączy. W zeszłym roku, występując z nimi kilka razy, zachwyciła publiczność głosem. Jednak ona od scenicznego życia stroni.

- Otaczana była bezwzględną miłością, ale żyła z artystami, którzy wiecznie gdzieś jeżdżą. Dlatego świat gwiazd nie pociąga jej. Choć pięknie śpiewa, woli budować zwykły dom, spokojny i stabilny - twierdzi znajoma rodziny.

Karolina zamiast nagrać płytę z rodzicami, wolała ich uszczęśliwić piękną nowiną. - Bóg pomaga wariatom. Kocham Cię, Panie Boże, i dziękuję, że pozwoliłeś pozostać pozytywnie zakręconym czubkiem. Mojej rodzinie także dziękuję, to mój największy skarb na tej ziemi. Kocham ich i wiem, że kochają mnie, wspierają i chociaż czasami boją się moich pomysłów, nie opuszczają w potrzebie - mówi przyszła babcia. Teraz zamierza nagrać kołysankę dla wnuka.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Danuta Błażejczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »