Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Bogdan Rymanowski: Codziennie oglądają go miliony widzów. O tym mało kto wiedział

Dziennikarstwo to dla niego coś więcej niż tylko zawód, jest uzależniony od newsów, ale uważa, że nie ma nic ważniejszego od rodziny. Bogdan Rymanowski (53 l.) i jego żona Monika lada moment będą świętować trzydziestą rocznicę ślubu, ale są razem o wiele dłużej. - To miłość na długi dystans - twierdzi dziennikarz.

Kim jest żona Rymanowskiego?

Bogdan Rymanowski stracił głowę dla Moniki, gdy był w klasie maturalnej. Długo nie wiedział, jak zagadać do dziewczyny, która wydawała mu się ideałem. Bał się do niej podejść... W końcu poprosił przyjaciela, żeby go z nią umówił. To musiało skończyć się małżeństwem.

Gospodarz "Wydarzeń" do dziś doskonale pamięta przebieg tamtej randki z Moniką. Mówi, że 5 października 1985 roku stał się cud.

Właśnie wtedy po raz pierwszy wyznał swej przyszłej żonie miłość. Państwo Rymanowscy co roku celebrują rocznicę tego wydarzenia, które na zawsze zmieniło ich życie.

Rymanowski dumny z dzieci

Reklama

Kiedy 1 sierpnia 1992 roku Bogdan Rymanowski poprowadził ukochaną do ołtarza, marzył, aby stworzyli dom podobny do tego, w jakim się wychował. Dom pełen miłości i ciepła, w którym wszyscy kierują się przede wszystkim sercem.

Do dziś dźwięczą mu w uszach słowa, jakie mama powtarzała mu, gdy był jeszcze nastolatkiem: "Bądź dobry dla dobrych - bo dobrzy. Bądź dobry dla złych - żeby stali się dobrzy".

Dziennikarz tego samego uczył swoje dzieci i zamierza uczyć wnuki, o których marzy. Jego córki 27-letnia Aleksandra i młodsza od niej o cztery lata Julia oraz syn 20-letni Karol wyfrunęli już z rodzinnego gniazda, ale ciągle do niego wracają...

Zamienił ukochany Kraków na Warszawę

Dla dziennikarza praca zawsze była ważna, ale nigdy ważniejsza od rodziny.

Dodał, że czasami dręczą go wyrzuty sumienia, bo za mało czasu poświęcał rodzinie. Od lat związany jest z mediami. Karierę dziennikarską zaczynał w Radiu Kraków, potem pracował w RMF FM.

Bogdan Rymanowski przyznaje, że to żona doglądała budowy ich domu, umawiała fachowców, pilnowała, by wszystko grało. On nigdy nie miał głowy do spraw technicznych, więc gdy w 2006 roku zdecydowali się na opuszczenie Krakowa i zamieszkanie w podwarszawskim Józefowie, dał Monice wolną rękę w sprawie remontu domu. Dla niego ważne było, że dzięki przeprowadzce może wreszcie spędzać więcej czasu z rodziną.

Prosta recepta na szczęście

Prowadzący polsatowskie "Wydarzenia" nie kryje, że zdarza mu się po przyjściu do domu nadal być w pracy. Jego żona Monika twierdzi, że czasem, zamiast normalnie rozmawiać, przeprowadza z nią wywiad.

Tłumaczy, że faktycznie ciągle myśli o pracy i często po powrocie do domu z dyżuru w redakcji jeszcze długo nie wychodzi z roli dziennikarza.

Kilka lat temu Bogdan Rymanowski dał żonie słowo, że kiedy ich dzieci założą już własne rodziny, wynagrodzi jej lata czekania na niego.

Po prostu się kochamy

Dziennikarz stwierdził ostatnio w rozmowie z magazynem "Ludzie i Wiara", że w jego małżeństwie już wkrótce nastąpi "nowe rozdanie". Nie chciał jednak rozwinąć tematu, wyjaśnił jedynie, że on i Monika będą mieć więcej czasu dla siebie.

Choć państwo Romanowscy są razem już ponad trzydzieści pięć lat, wciąż są w sobie zakochani tak mocno jak wtedy, gdy byli nastolatkami.

Bogdan Rymanowski pytany, co zmieniłby w swoim życiu, gdyby mógł jeszcze raz przez nie przejść, bez wahania mówi, że nic.

Więcej o newsów gwiazdach, ekskluzywne materiały wideo, wywiady i kulisy najgorętszych imprez znajdziecie na naszym Instagramie.

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Bogdan Rymanowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »