Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bobby Brown nie chodzi na grób córki

Alkohol, narkotyki, zdrady. Lista moich grzechów jest długa - wyznaje w wydanej właśnie książce "Every Little Step: My Story" Bobby Brown (47), eksmąż Whitney Houston (†49). Ale za ten największy uważa to, że nie dopilnował swojej ukochanej córki Bobbi Kristiny Brown (†22).

W styczniu 2015 r. dziewczynę znaleziono nieprzytomną w wannie. Przez pół roku była w śpiączce, a 26 czerwca odeszła, pozostawiając w bólu swojego ojca. - Stałem przy jej łóżku i powtarzałem, że może już iść do swojej mamy, że wszystko będzie dobrze, tatuś sobie poradzi - wyznaje muzyk.

Reklama

Choć według oficjalnego raportu powodem śmierci Bobbi było utonięcie oraz zatrucie mieszanką leków i narkotyków, ojciec uważa, że przyczynił się do tego jej partner Nick Gordon. Nie chce jednak podawać szczegółów.

- Między nami nie zawsze było dobrze, ale nim odeszła, zdążyliśmy porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystko. Dwa dni później miała się do mnie przeprowadzić. Gdybym mógł odzyskać te dwa dni, moja córeczka wciąż by żyła - zdradza.

Jak przyznaje, nie byli z Whitney najlepszymi rodzicami. Skupieni na wojnach między sobą, zaniedbali swoje dziecko, które zbyt szybko poznało ciemne strony show-biznesu. Była zaledwie 14-latką, gdy zaczęła brać narkotyki. Świadkowie widzieli ją nawet palącą marihuanę w towarzystwie... mamy.

- Jako córka sławnych ludzi, nie miała łatwego życia. Żałuję, że nie było mnie przy niej, gdy wkraczała w dorosłość, że nie pomogłem jej przejść przez to łagodnie - kaja się Bobby. - Wyrzuty sumienia będą mnie paliły do końca życia - przyznaje. Dlatego wciąż nie potrafi pójść na jej grób. - Nie jestem gotów stanąć tam wiedząc, że ciało mojego dziecka leży pod ziemią.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Dowiedz się więcej na temat: bobbi brown

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje