Reklama

Reklama

Reklama

Beata Szydło opowiedziała, jak poznała i pokochała męża!

Beata Szydło udzieliła kolejnego ocieplającego wizerunek wywiadu. Sporo miejsca poświęciła w nim swojemu ukochanemu Edwardowi!

Obecna premier ciągle musi mierzyć się z zarzutami, że jest tylko marionetką w rękach Jarosława Kaczyńskiego, który tak naprawdę rządzi krajem.

W najnowszym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Szydło stwierdziła jednak, że ona po prostu radzi się doświadczonego polityka i jest z tego powodu dumna. 

W rozmowie nie zabrakło też kwestii związanych z życiem prywatnym pani premier. Pani polityk nie może się bowiem nachwalić swojego męża i ojca jej synów! 

Z rozmowy możemy m.in. dowiedzieć się, jak zrodziła się ich miłość! 

"Zawsze byłam przywódcą grupy. Jak grałam z chłopakami w piłkę nożną, a grałam i nieźle mi szło, to zawsze byłam kapitanem drużyny. Żadna ściema, tak było do studiów. Mąż mnie tam poznał, kiedy graliśmy w piłkę na praktyce studenckiej" - wspomina. 

Aktualnie premier sporo czasu musi spędzać w Warszawie, ale i tak bardzo się stara, aby jak najczęściej widywać Edwarda. Wciąż przecież najbardziej związana jest ze swoim rodzinnym Przeciszewem. 

"W rezydencji na Parkowej tylko nocuję. Mój dom jest w Przeciszewie. Zresztą mam pod nim teraz budkę BOR i tylko mąż się śmieje, że go pilnują. Mąż też tam rzadko bywa, bo pracuje na dwa etaty. Jest dyrektorem szkoły w Oświęcimiu, a poza tym uczy historii - bo jest historykiem i nieskończonym etnografem - w szkole specjalnej" - chwali się mężem i dodaje, że w tej drugiej placówce pracuje całkowicie za darmo!

Reklama

"Powiedział, że nigdy tego nie rzuci i za to go kocham. Jego praca stała się ważna także dla mnie" - podkreśla premier. 

Szydło przyznała się też, że telefon od Edwarda odbiera zawsze, choćby nie wiadomo na jak ważnym była spotkaniu! Zresztą ponoć często się zdarza, że mąż dzwoni na ogół w "nieodpowiednim momencie", ale nic sobie z tego nie robi i do tego znalazł na zapracowaną żonę sposób. 
"Odbieram i zwykle zaczynam mówić: 'Teraz nie mogę, oddzwonię', ale on mnie wcale nie słucha, wrzuca na głośnomówiący i słyszę w słuchawce jego dzieci: 'Dzień dob-ry!'. No i wtedy nie mogę już skończyć od razu, muszę rozmawiać" - opowiada Szydło. 

Okazuje się też, że mąż to zapalony sportowiec, a na swoim koncie ma nawet spory sukces! 

"On swego czasu bardzo dobrze grał w piłkę ręczną, był bramkarzem reprezentacji UJ, stąd zresztą nasza miłość do piłki ręcznej. No i jak trafił do tej szkoły sepcjalnej, to przez jakiś czas uczył WF i zdobył z chłopakami mistrzostwo Europy szkół specjalnych. Takie facet! Jestem z niego bardzo dumna" - dodaje. 

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy