Reklama

Reklama

Reklama

Aleksander Sikora: Nieznane fakty z życia prezentera

Szybko dojrzał, gdy najbliższa mu osoba mierzyła się z groźnym przeciwnikiem – rakiem. Dziś uważa to doświadczenie za cenną lekcję.

Gdy prowadzi poranne pasmo "Pytanie na Śniadanie", jego mama i tata, jeśli tylko czas im pozwala, zasiadają przed telewizorem. - Wiem, że zawsze mogę liczyć na rodziców - mówi "Dobremu Tygodniowi" prezenter Aleksander Sikora (29 l.).

Dorastał w Krakowie. Jego familia od pokoleń jest związana z tym miastem. Prapradziadek Olka walczył w Legionach Piłsudskiego, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a potem prowadził słynny lokal Jama Michalika na Floriańskiej.

Tam gromadziła się bohema artystyczna, bywał też marszałek Józef Piłsudski. - Tę historię poznałem dzięki przekazom rodzinnym - podkreśla.

Reklama

Od małego chętnie się w nie wsłuchiwał. A jeszcze bardziej lubił... bawić się w występy w telewizji. Od dziecka wiedział, co chce robić, gdy dorośnie.

- Już w wieku 3-4 lat wpatrywałem się w szklany ekran z wypiekami na twarzy. Buntowałem się, kiedy rodzice kazali mi oderwać od niego wzrok - wspomina.

Potem w swoim pokoju tworzył scenografię programu, a sam udawał prezentera. Mama i tata poważnie traktowali tę pasję i uwieczniali kamerą jego występy.

Jest im niezwykle wdzięczny za to, że poświęcali mu dużo uwagi. Gdy miał dziewięć lat, zapisali go na zajęcia w Teatrze Muzycznym. Udzielał się tam aż do matury.

- Teatr w dużej mierze ukształtował mnie jako człowieka i sprawił, że na scenie czuję się jak ryba w wodzie - podkreśla.

Przyznaje, że był absorbującym dzieckiem. Bardzo towarzyski, łatwo nawiązywał kontakty, ale skupianie się na nauce to zupełnie inna sprawa.

- Zawsze przeszkadzałem w lekcjach, gadałem, a potem rodzice musieli podpisywać w dzienniczku uwagi od nauczycieli - uśmiecha się.

W domu też nie był aniołkiem. - Miałem pokłady niespożytej energii i wyładowywałem je na mojej dziewięć lat starszej siostrze, Gabrysi. Ciągle jej dokuczałem - opowiada. Na szczęście dziś są dobrymi przyjaciółmi.

Choroba mamy sprawiła, że musiał szybko dojrzeć.

Czytaj dalej na następnej stronie

Rodzice przez kilka miesięcy ukrywali przed 13-letnim Olkiem to, że najbliższa mu osoba walczy z rakiem. Dopiero gdy czekała ją interwencja chirurga, a potem ciężka rekonwalescencja, wyznali prawdę.

- Mój beztroski świat się zawalił. Nie wiedziałem, jak to udźwignąć. Zamknąłem się w sobie. Nie zwierzałem się nikomu - mówi.

Każdego dnia zasypiał i budził się z tym samym pytaniem: Co będzie, jeśli operacja i leczenie nie przyniosą oczekiwanych rezultatów?

W jego głowie rodziły się czarne scenariusze. Nie pokazywał po sobie, jak to przeżywa. Starał się ze wszystkich sił wspierać rodzicielkę. Gdy udało jej się pokonać nowotwór, w ich domu zapanowała nieopisana radość.

- Teraz z każdym rokiem mama promienieje i młodnieje w oczach - mówi z dumą Aleksander.

Bliska relacja łączy go też z babcią Krysią. Podziwia ją i szanuje tak bardzo, że chciałby kiedyś nakręcić film o jej życiu. - To największe marzenie, które na pewno zrealizuję - przekonuje.

Uwielbiał odwiedzać ją w Wiedniu. Wyjechała tam tuż po rozwodzie, na zaproszenie koleżanki. Planowała spędzić tam dwa tygodnie, a została na pół wieku. - Od urodzenia byłem jej oczkiem w głowie - podkreśla.

Miał 12 lat, kiedy wybrał się sam do stolicy Austrii. Na dworcu kolejowym czekała na niego stęskniona seniorka. Uwielbiał wspólne spacery po starówce i ulubionych parkach, wycieczki za miasto, na basen czy przejażdżki U-bahnem (metrem), które go fascynowało.

Po latach napisał o nim nawet swoją pracę dyplomową. - Babcia podarowała mi beztroskie dzieciństwo - mówi z wdzięcznością.

Cieszy się, że teraz mogą się częściej spotykać. Pół roku temu wróciła do Polski, gdyż wymaga opieki. - Mam najwspanialszą babcię na świecie - zapewnia Aleksander.

Lubi spotkania w gronie najbliższych. Rodzice dumni z syna, chwalą go, ale bywa, że również krytykują. Nieraz boleśnie.

- Przyznaję, że czasem się sprzeczamy. Ja się oczywiście buntuję, negując ich zdanie. Ale wtedy tłumaczą mi na spokojnie, że nikt tak jak oni nie powie mi prawdy − mówi.

Kiedyś bagatelizował ich słowa, ale już niejednokrotnie przekonał się, że mieli rację. - Rodzina jest dla mnie źródłem siły - podkreśla z mocą.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Aleksander Sikora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »