Morawski obejmie stanowisko 1 września. Jego osoba budzi jednak sporo kontrowersji, gdyż dotąd - jako prodziekan Akademii Teatralnej w Warszawie - nie miał do czynienia ze sprawami finansowymi żadnej instytucji, a tym bardziej tak dużej jak Teatr Polski we Wrocławiu.
Co więcej, został wraz z Kazimierzem Kaczorem uznany przez sąd winnym narażenia Związku Artystów Scen Polskich na stratę 9,2 mln zł, nie dochowując staranności w nadzorze nad księgowym, który zainwestował pieniądze ZASP w obligacje wkrótce upadłej Stoczni Szczecińskiej. Doszło do tego między styczniem a kwietniem 2002 roku, tuż przed upadłością.
Krzysztof Mieszkowski, otwiera się w nowym oknie, obecnie poseł Nowoczesnej, za kadencji którego Teatr Polski święcił prawdziwe triumfy, nie mógł kandydować ze względu na brak wyższego wykształcenia. Wystartował więc wraz z menedżerką Izabelą Duchnowską i w przypadku wygranej miałby być dyrektorem artystycznym. Niestety, nie udało się.
Warunek niekaralności w przypadku Morawskiego został przemilczany. Jego stanowisko prodziekana "podciągnięto" pod wymóg "sprawowania w przeszłości stanowiska kierowniczego w instytucji kultury". Do tego doszło silne poparcie Dolnośląskiego Urzędu Marszałkowskiego. Mieszkowski z kolei nie cieszył się sympatią obecnego ministra kultury Piotra Glińskiego, który domagał się zdjęcia z afisza głośnego spektaklu "Śmierć i dziewczyna" i groził wstrzymaniem dotacji.
"Gdyby Cezary Morawski wygrał w uczciwym konkursie, z przyjemnością bym mu pogratulował" - skomentował Mieszkowski.
Dobra zmiana?


***
Zobacz więcej materiałów:








