Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Waldemar Kaszuba z 6. edycji "Rolnik szuka żony" o krok od śmierci! Uzdrowiła go modlitwa

Któż nie pamięta Waldemara Kaszuby z 6. edycji programu "Rolnik szuka żony"?! Przystojny 47-latek z Zakrzewskiej Woli koło Radomia, który na niedzielnych mszach stawał się organistą, rozpalił w hicie TVP wyobraźnię wielu pań, ale niestety żadnej z nich nie wybrał i po prostu opuścił program. Nikt wcześniej nie zdecydował się na taki krok i dlatego jego decyzja odbiła się szerokim echem w mediach. To jednak niejedyna sensacja związana z Waldemarem. Właśnie opowiedział nam niesamowitą historię, do której pasują tylko trzy słowa: stał się cud. Poznajcie szczegóły!

Reklama

Pomponik.pl: Co wydarzyło się w listopadzie 2019 roku?

Reklama

Waldemar Kaszuba z 6. edycji "Rolnik szuka żony": - Pracowałem w gospodarstwie, było zimno, padał deszcz, a ja miałem wycinkę drzew. Przewiało mnie, wziąłem antybiotyki, a po dwóch tygodniach okazało się, że na szyi mam guz, który nagle się powiększył. Przyjaciel doradził mi, żebym zgłosił się do szpitala MSWiA w Warszawie, więc ostatkiem sił dotarłem tam i trafiłem na SOR... 

I...?

...i po 24 godzinach czekania przyjęto mnie na oddział laryngologii, po trzecim badaniu USG okazało się, że guz pękł, może zalać mi pień mózgu i sparaliżować centralny układ nerwowy. Karetką, na sygnale, przewieziono mnie do szpitala w podwarszawskim Międzylesiu i od razu trafiłem na stół operacyjny, dokumenty podpisywałem na ścianie. Miałem sporo szczęścia i pomógł mi program "Rolnik szuka żony". 

Poważnie?

Badania, które sprawiły, że zostałem w szpitalu, zleciła, choć nie musiała, pani doktor, której mama uwielbiała ten program, a operowała mnie profesor, która też go oglądała i wiedziała, że śpiewam i gram w kościele. To dlatego zrezygnowała z tracheotomii, bo bała się, że uszkodzi mi struny głosowe. Przeprowadziła bardziej skomplikowaną i dłuższą operację. Byłem niezmiernie wdzięczny za to lekarskie poświęcenie i nieświadomy, że koszmar dopiero się zaczął... 

Przerażasz mnie!

Też byłem przerażony, bo okazało się, że mam kolejnego guza, którego mi wycięto, a po operacji lekarz chciał wypisać mnie do domu. Po miesiącu różnych badań dowiedziałem się od pani doktor, że mam nowotwór złośliwy. W trybie pilnym trafiłem do Centrum Onkologii w Warszawie i zostałem tam pięć miesięcy... Przeszedłem trepanobiopsję, punkcję, cytometrię, badanie PET. W mojej jamie brzusznej wykryto kolejnych sześć nowotworów, każdy wielkości od 3 do 10 cm, a potem jeszcze białaczkę. 

Dostałem najsilniejszą chemię, szesnaście razy podawano mi krew, dziesięć razy płytki. Mimo silnych leków mój organizm nie wytworzył komórek macierzystych do przeszczepu. Brałem morfinę. Podczas pierwszej chemii schudłem 11 kilogramów, dwa tygodnie odżywiałem się przez kroplówkę, a lekarz mówił mi, że każdego dnia jest coraz gorzej. 

W końcu wypisano mnie do domu, bo organizm odmówił współpracy. Wyniki trepanobiopsji pokazały, że białaczka niestety postępuje. Chciałem wrócić do szpitala, ale lekarz powiedział mi przez telefon: gdzie się pan pchasz, czy nie lepiej umierać w domu, wśród bliskich, zamiast w szpitalu. I zostałem. Dzieci co dwie godziny sprawdzały, czy żyję, a ja zacząłem myśleć o terapii genowej w Gliwicach za półtora miliona złotych.

Załamałeś się?

Ani razu! Nie bałem się też śmierci, bo jestem osoba wierzącą. Jeśli wierzysz w Boga, to wiesz, że nigdy nie będziesz sam. Modliłem się codziennie, na klęczkach przy szpitalnym łóżku. Przyjmowałem komunię świętą i spokojnie szykowałem się do odejścia z tego świata. Ja się nawet uśmiechałem, bo byłem z tym pogodzony, ale pożegnanie z dziećmi, którym dyktowałem, co będą musiały zrobić, nie było łatwe. Widziałem przerażenie w ich oczach, rozpacz mojej mamy i mojego rodzeństwa. Wiedziałem o tym, że większy problem będą mieli ci, którzy zostaną, a nie ja, który odchodzę. Postanowiłem zrobić coś jeszcze - pojechać do Częstochowy, na Jasną Górę, żeby podziękować za moje życie. 

Dotarłeś przed obraz Matki Boskiej Częstochowskiej?

Zawieźli mnie znajomi, dokładnie 1 sierpnia 2020 roku. Położyłem tam bukiet biało-czerwonych róż i zawierzyłem swój los Królowej Polski. Potem wypiłem wodę święconą z sanktuarium w Licheniu od kobiety, która doznała objawienia Matki Bożej. W kolejnych dniach poczułem, że muszę zagrać w kościele, w mojej parafii w Dąbrówce Nagórnej. Okazało się, że najbliższa msza wypada 15 sierpnia w dniu Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny. 

Skąd miałeś na to siłę?

Nie miałem, ale wiedziałem, że mam to zrobić i uwierz mi, kiedy zacząłem grać, poczułem energię i ciepło, poleciały mi łzy. To uczucie trudne do opisania i wytłumaczenia. Od tego momentu z godziny na godzinę i z dnia na dzień czułem się coraz lepiej. Choroba wyraźnie ustępowała, a ja postanowiłem się zbadać.

Mów dalej...

Najpierw biorezonans pokazał, że nie mam żadnych nowotworów, a potem potwierdziły to specjalistyczne badania w Centrum Onkologii. Lekarz, który w szpitalu oglądał moje wyniki, powiedział tak: "nie wiem, gdzie pan był i co pan zrobił, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, pańska choroba dziwnym trafem wyparowała"! 

Co wtedy poczułeś?

Ulgę, ale nie byłem zaskoczony. Miałem świadomość, że w moim organizmie zachodzą zmiany, że choroba ustępuje, ale wiem też, że potrzebuję kilku lat, by wrócić do pełni sił. Jakie to piękne, że mogłem w ostatnią sobotę być na 18. mojej córki Oli razem z moim 21-letnim synem Piotrem i rodziną. Żywy. 

Doceniasz to?

Odpowiem tak: 23-letni chłopak, z którym zaprzyjaźniłem się w Centrum Onkologii, miał dużo lepsze rokowania niż ja, leczony był programowo, dobrze rokował. Zachęcałem go do spowiedzi i komunii, też miał pojechać na Jasną Górę. Często rozmawialiśmy. Nie tak dawno znów zadzwoniłem do niego, telefon odebrał jego brat i powiedział mi: "wczoraj go pochowaliśmy." Więc tak. Doceniam to, że jeszcze jestem na tym świecie. Widocznie mam tu jeszcze coś do zrobienia... 

Co chcesz powiedzieć na zakończenie tego wywiadu?

Opatrzność Boża działa. Nie jesteśmy sami. Trzeba dziękować i prosić, bo Miłosierdzie Boże jest nieskończone. 15 sierpnia tego roku znów zagram na organach w moim kościele...

Rozmawiała: Sylwia Gołecka

***
Zobacz więcej materiałów wideo:


pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rolnik szuka żony | waldemar kaszuba | Manowska Marta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »