Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotr Fronczewski żałuje, że zawiódł żonę

Z Ewą są małżeństwem od ponad czterdziestu lat. Były w ich związku momenty kryzysowe, ale rodzina ocalała. Teraz szczerze opowiedział o najtrudniejszym życiowym zakręcie.

Nazywany "aktorem o stu twarzach", niechętnie pokazuje tę prywatną. Nie lubi mówić o swoim życiu osobistym. Jednak dzisiaj Piotr Fronczewski (69 l.) dojrzał do tego, by opowiedzieć swoją historię. A także zmierzyć się z przeszłością.

Reklama

W książce zatytułowanej "Ja, Fronczewski" szczerze przyznaje się do romansu, który mógł zniszczyć jego rodzinę. "To było po narodzinach naszej drugiej córki, Magdy. Żyliśmy sobie normalnie. Domowe obiady, spacery, weekendowe wyprawy do Powsina. Fiat 126p z wózkiem na dachu. Kąpanie córek, które było moją domeną - sprawnie sobie z tym radziłem, więc wpisano to w mój zakres obowiązków domowych. To był naprawdę fajny czas" - opowiada.

Okazuje się jednak, że ta codzienność przytłoczyła aktora. Dwoje małych dzieci oznaczało brak snu. Żona Ewa zostawała w domu z dziećmi, a on szedł do pracy, w której spędzał całe dnie. Przemęczony miał ochotę wyrwać się z kieratu codziennych obowiązków. I po siedmiu latach małżeństwa to się stało.

W książce nie pada nazwisko kobiety, która zagroziła jego małżeństwu. Ale dla środowiska aktorskiego było jasne, że to Joanna Pacuła (58 l.). Po raz pierwszy spotkał ją w 1976 roku na planie serialu "07 zgłoś się". Miała wtedy 19 lat, zachwycała urodą. Romans wybuchł, kiedy aktorka po ukończeniu szkoły dostała etat w Teatrze Dramatycznym, w którym gwiazdą był Fronczewski.

Miotał się między miłością do żony, a uczuciem do kochanki. Nie mógł sobie z tym poradzić. Był w takim stanie psychicznym, że zerwał spektakl. "Przepraszam" - napisał szminką na lustrze w garderobie i uciekł z teatru.

Na początku Fronczewski ukrywał swoją fascynację, ale znajomość stawała się coraz bardziej poważna i w końcu postanowił wszystko wyznać żonie. Co więcej, chciał się rozstać, podzielić opieką nad córkami. "Szczątki uczciwości nie pozwalały mi dłużej tkwić w tym gigantycznym oszustwie. Musiałem to powiedzieć, również po to, by egoistycznie sobie ulżyć. Zrzucić ten ciężar z barków" - wspomina. Żona, o której mówi "kobieta z klasą", nie zrobiła awantury. Płacząc, słuchała niewiarygodnej opowieści męża. To był dla niej wstrząs.

Na szczęście małżeństwo aktora się nie rozpadło. Ich miłość okazała się silniejsza niż romans. Zawiedziona Pacuła wyjechała na wakacje do Paryża i tam zastał ją stan wojenny. Nie wróciła już do Polski. Zaczęła robić karierę w USA i do dziś mieszka w Los Angeles. Wyszła za mąż za producenta filmowego, jednak ich małżeństwo przetrwało tylko 12 lat. Potem pojawiali się u jej boku kolejni mężczyźni, ale nie znalazła szczęścia. "Swoją największą i jedyną miłość zostawiłam w Polsce" - zwierzyła się kiedyś Joanna.

Tymczasem Piotr Fronczewski walczył o małżeństwo. "Gdzieś na tych gruzach coś zaczynało się między nami powoli odbudowywać. We mnie narastało miażdżące poczucie winy i świadomość ogromu krzywdy, jaką wyrządziłem żonie. Czułem się bezgranicznie żałosny i niewyobrażalnie wprost śmieszny. Na szczęście była przy mnie niezwykle mądra i dojrzała kobieta. I jest ze mną do dziś. A nie musiało tak być. Z własnej winy mogłem wszystko stracić. Myślę, że bez Ewy nie byłbym tym samym człowiekiem. I jest we mnie radość, że tamta historia sprzed lat nie ogołociła naszego związku z rzeczy najwartościowszych" - wyjawia aktor.

Nie chce się usprawiedliwiać. Wie, że bardzo głęboko zranił i zawiódł żonę. Uważa, że romans był wynikiem jego niedojrzałości, braku odpowiedzialności i słabości. "Dziś nie ulega dla mnie wątpliwości, że mając trzydzieści kilka lat okazałem się gówniarzem" - wyznaje.

Z każdym rokiem z Ewą są coraz bliżej siebie. Udało im się na nowo zbudować mocną, dobrą relację. Teatr czy film to dla Piotra tylko praca, natomiast rodzina to prawdziwe życie. "Ewa jest moją miłością, moją odwagą i męstwem moim. Gniewem, awanturą, moją zdradą, moim wstydem i przebaczeniem. Moją radością, niepokojem i troską. Moją dumą, moim życiem i wreszcie na koniec nadzieją na spotkanie w następnym świecie" - wylicza jednym tchem aktor.

Piotr Fronczewski wychował się w katolickim domu i wiara jest dla niego bardzo ważna. Chodzi do kościoła, często rozmawia z Panem Bogiem, ale do tej pory nie wziął ślubu kościelnego. Przez lata z żoną z błahych powodów przesuwali termin. Jak zdradził aktor, właśnie teraz pojawił się pomysł, żeby dopełnić przyjęcia tego sakramentu. "Myślę, że młodzi ludzie wygłaszający małżeńską formułę 'i że cię nie opuszczę aż do śmierci' nie bardzo wiedzą, co mówią. Dopiero z czasem się do niej dorasta" - twierdzi Piotr Fronczewski.

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Fronczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje