Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Paweł Deląg: Syn idzie w jego ślady

Od wielu lat prowadzi pan życie w drodze: Paryż, Moskwa, Praga, Kijów. Czy to nie jest zbyt męczące?

Reklama

- Polska zawodowo mnie nie rozpieszczała. Dlatego szukałem możliwości poza krajem. Tych zagranicznych produkcji uzbierało się już ponad 60. Przede mną kolejne cztery premiery, m.in. czeski thriller psychologiczny "Daria", rosyjski serial "Legenda Ferrari" czy brytyjski "Enemy Lines". Jednak gdziekolwiek robię filmy, to Warszawa jest moją bazą, tu mieszkam na stałe. A poza tym niedawno pojawiły się ciekawe rodzime propozycje serialowe, pierwsza to "Erynie", druga to "Krucjata".

Ostatnio nie tylko pan zagrał, ale stanął też po drugiej stronie kamery, reżyserując "Zrodzonych do szabli".

- To fabularno-dokumentalny film poświęcony epoce sarmackiej i polskiej szabli. Uważam, że ta tematyka wcale się nie wyczerpała. Zużyła się tylko jej sienkiewiczowska adaptacja. Jest w Polakach jakaś dziwna tęsknota. Za czym? Za wspomnieniem sławy, chwały, siły, dumy i honoru.

Określenie "epoka sarmacka" ma także silny negatywny wydźwięk...

- Chciałem, żeby mój bohater był osadzony w etosie rycerstwa polskiego. Akcja toczy się na początku XVII wieku, pełnego konfliktów i starć z sąsiadami. Ten permanentny stan wojny powoduje, że zamiera coś, co nazwalibyśmy "ruchem obywatelskim". Przestano zastanawiać się nad ustrojem Rzeczypospolitej. Sarmatyzm w ujęciu Jana Matejki, Henryka Sienkiewicza czy filmowym Jerzego Hoffmana szedł w kierunku pokrzepienia serc. Postaci takie jak Kmicic, Skrzetuski, Wołodyjowski na wiele pokoleń stały się znakami rozpoznawczymi Pierwszej Rzeczpospolitej.

Jako dziecko był Pan zafascynowany "Trylogią"?

- To prawda. W wieku dojrzałym dostrzegłem uproszczenia. Dzięki pracy nad filmem "Zrodzeni do szabli" mogłem rozbić jakąś kliszę, którą miałem w głowie od dzieciństwa.

Jest pan kolekcjonerem białej broni?

- Nie. Ale mam wielkie zamiłowanie do historii. W zasadzie to jest moja pasja, staram się regularnie dużo czytać, badać dzieje kultury i sztuki. W pewien sposób historia jest zapisem zmian, pomaga odpowiedzieć na pytanie, skąd przyszliśmy. Może być również próbą odpowiedzi na to, dokąd zmierzamy.

Jak wygląda syn Pawła Deląga? Zobacz na następnej stronie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »