"Familiada" od ponad trzech dekad jest w ramówce TVP. Nic nie zapowiada końca
Nawet w rządzącej się swoimi prawami, podążającej za trendami i nieustannie zmieniającej się telewizji tradycyjnej są pewne elementy stałe. Do takowych należy chociażby obecność "Familiady", otwiera się w nowym oknie w ramówce TVP.
Nie do wiary, że tytuł gości na antenie nieprzerwanie od 1994 roku. Od samego początku rolę prowadzącego pełni w nim Karol Strasburger.
"32 lata nam mija od momentu, kiedy 'Familiada' się zaczęła. Prowadzę ją od początku i jak się zaczynało, to pamiętam, że pomyślałem sobie: 'Może miesiąc, może dwa wytrzymam - lub ze mną wytrzymają'. To było wszystko niepewne, niejasne. To się wszystko kształtowało" - mówił niedawno w sieci.
A teraz nieoczekiwanie wyszły na jaw takie wieści. Takiego zwrotu nikt się nie spodziewał.
Niespodziewany zwrot ws. "Familiady". Chodzi o Strasburgera. Niestety to już pewne
Powszechnie wiadomo, że gospodarz formatu wyróżnia się charakterystycznym poczuciem humoru. Na przestrzeni lat jego znakiem rozpoznawczym stały się tzw. suchary, tj. dość niezręczne, często mało zabawne żarty. Wraz z rozwojem internetu zyskały one wręcz kultowy status, funkcjonując jako zrozumiały dla większości użytkowników mem.
Jeszcze pod koniec sierpnia, przy okazji zapowiadania nowych odcinków, 79-latek deklarował, że nie zamierza zrezygnować ze swojej praktyki opowiadania dowcipów.
"Pasjonaci sucharów Prowadzącego też z pewnością nie będą zawiedzeni" - obwieścił.
Tym bardziej zaskakuje więc to, co właśnie ogłosiła produkcja. Wszystko potwierdziło się w środę późnym popołudniem.
"Najstarsi górale takiej 'Familiady' nie pamiętają. W najbliższym odcinku... nie będzie suchara! Będzie za to świetna atmosfera, pasjonująca rywalizacja i fajne pytania" - można przeczytać w poście na Instagramie.
Widzowie, którzy w sobotę, 10 października o godz. 14:00 zasiądą przed telewizorami, mogą więc być nieźle zaskoczeni...

Strasburger jest tego świadomy. Ale nie ma nic przeciwko temu
Żartobliwe popisy gospodarza formatu cieszą się w końcu wyjątkową popularnością i sympatią. Sam ich "wypowiadacz" dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak mocno zapisały się w świadomości odbiorców.
"Wiem, że moje żarty to suchary. Ale chyba przeszły też trochę do historii. Uważam, że mam się z czego cieszyć. Nie są to rzeczy, które powalają na ziemię, ale czasami mogą - to kwestia gustu. Niektórzy śmieją się z 'Familiady', ale na szczęście ja umiem się śmiać sam z siebie" - mówił "Faktowi".
Niestety tym razem najwyraźniej widzowie będą musieli obejść się smakiem...
Zobacz też:
Zapadła decyzja ws. przyszłości "Familiady". To było kwestią czasu, otwiera się w nowym oknie








