Agnieszka Holland podjęła ważną decyzję. To koniec
Agnieszka Holland jest często wymieniana obok największych polskich reżyserów. Autorka takich znanych i uznanych filmów jak "Kobieta samotna" czy "Europa Europa" od wielu lat tworzy zarówno w kraju, jak i za granicą.
77-latka dobrze zna warunki produkcyjne na kontynencie. Uważnie śledzi również to, co dzieje się w światowej współczesnej kinematografii. Przez ostatnie lata artystka pełniła nawet funkcję przewodniczącej Europejskiej Akademii Filmowej.
W połowie marca 2024 roku kobieta zdecydowała się zrezygnować z dotychczasowej roli i skupić na tym, co kocha najbardziej, czyli reżyserii. W kolejnym roku powróciła z filmem o Franzu Kafce, który sam zdobył trzy nominacje do nagród przyznawanych przez wspomniane gremium.
Teraz Holland znowu zabrała głos. A wszystko to dosłownie tuż przed niedawną galą wspomnianej organizacji, na której Europejską Nagrodą Filmową doceniono m.in. polską kompozytorkę, Hanię Rani, za "Wartość sentymentalną" Joachima Triera.
Nagle Agnieszka Holland przerwała milczenie. Nie gryzła się w język. "Szczerze mówiąc..."
Uznawana za ekspertkę od kina europejskiego Holland nie mogła przegapić okazji, by podzielić się refleksjami nad jego kondycją. W rozmowie z Arturem Zaborskim zwróciła uwagę na wpływ platform VOD na kino.
"Szczerze mówiąc, mamy (...) [przewagę - przyp. aut.] platform streamingowych, które, jeśli chodzi o pokazywanie produkcji, zrobiły znacznie więcej niż klasyczne telewizje. Przyzwyczajają one widza nawet do filmów nieanglojęzycznych, bo są one wszędzie dostępne z dubbingiem lub napisami, a ludzie czasem lubią je oglądać w oryginalnych językach" - stwierdziła w wywiadzie dla Interia Film.
Według niej produkcje zza oceanu nie są już dzisiaj najważniejsze na rynku.
"W liczbach Amerykanie oczywiście produkują najwięcej treści, ale jeśli chodzi o bardziej istotne wydarzenia, to wydaje mi się, że w tym roku najlepsze filmy wcale nie pochodzą z Ameryki" - dodała.
Holland otwarcie zabrała głos. Ma konkretne zastrzeżenia, chodzi o jedno
Z perspektywy Holland coraz większe znaczenie mają koprodukcje, w których różnice, ale i wkład poszczególnych krajów się zacierają. Decydowanie się na taką formę współpracy wynika oczywiście w dużej mierze ze względów ekonomicznych, ale przynosi konkretne efekty na płaszczyźnie artystycznej.
"Bardzo trudno jest z jednego terytorium sfinansować film, który kosztuje sporo pieniędzy. (...) Wytwarza [się] konieczność szukania środków w innych krajach, co doprowadziło do instytucjonalizacji (...) koprodukcji. (...) Łączenie talentów i rynków sprawia, że film wychodzi poza jedno terytorium i automatycznie zyskuje dystrybucję w innych krajach. (...) Działanie koprodukcyjne otwiera głowę i daje możliwość rozmowy o tym, co mamy do wyrażenia. To narzędzie (...) służy już nie tylko do dopełniania budżetu, ale to kreatywny środek, (...) mający sens artystyczny" - stwierdziła.
Holland zwróciła uwagę, że na tym polu Polska wciąż ma jeszcze dużo do nadrobienia.
"Problemem niektórych polskich filmów, nawet bardzo dobrych, jest ich 'osobność'. Nie są one w stanie zakomunikować tego, co ważne dla polskiego widza, odbiorcom spoza naszego kręgu językowego czy kręgu bezpośrednich doświadczeń. (...) W Polsce robimy bardzo mało filmów fabularnych o tym, co się w tej chwili dzieje w świecie" - skwitowała.
Zobacz też:
Skandaliczne słowa Holland na pogrzebie Stuhra. Poruszenie to mało powiedziane
Agnieszka Holland podjęła radykalną decyzję. Nagle oficjalnie potwierdziła. To koniec
Holland pouczyła kolegów ze sceny. Muszą to sobie przyswoić, bo inaczej źle skończą








