Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Maria Maj: Miłość nie wszystko wybaczy

Spragniona bliskości Maria od razu wpadła tam w sidła miłości. - Wybrałam sobie najfajniejszego chłopaka na roku, Romka Talarczyka - opowiadała. Dobra passa skończyła się szybko, gdy Marię po pierwszym roku skreślono ze studiów. - Miałam tylko jedną dwójkę i gdybym zabiegała, to bym została. Ale nie chciałam, bo szkoła mnie rozczarowała - wyjaśniła.

Reklama

Kwitła za to miłość do ukochanego. Pobrali się i doczekali upragnionej córeczki Kasi. To nie był dla nich łatwy czas. Po studiach Maria szukała pracy, a jej męża powołano do wojska. Pomogła jej mama koleżanki, która była dyrektorką administracyjną w teatrze Lalek " Arlekin ". - Zdałam egzamin eksternistyczny i dostałam dyplom lalkarki. A potem drugi - aktorki dramatycznej.

Szczęście nie trwało długo. Małżonkowie oddalili się od siebie, aż w końcu ich związek się rozpadł. - Nie byłam żoną, która tylko robi na drutach przy mężu - stwierdziła krótko, pytana o powody rozwodu. Wyjechała z córką do Warszawy. Miała 40 lat, żadnych oszczędności.

Znów pomogli znajomi. Poszła do pracy w Teatrze "Studio Buffo" jako sekretarka. Sen z powiek spędzały Marii także złe stosunki z córką, która długo nie mogła jej wybaczyć, że wciąż żyły na walizkach. - Miałam poczucie winy, że kiedy inne matki czytały dzieciom bajki do snu, ja szłam do teatru - przyznała.

Matka i córka odnalazły drogę do siebie dopiero, gdy los wystawił je na najcięższą próbę. 38-letnia wówczas Kasia zachorowała na raka szyjki macicy. Wspólnie przechodziły przez chorobę. Maria nigdy tego nie zapomni. Przez dwa lata przeżywały piekło. Córka była świadoma, że zostało jej niewiele czasu.

W wywiadzie udzielonym w grudniu 2009 r. "Wysokim Obcasom" powiedziała: "Podobno teraz już tylko zostało "gaszenie pożaru" i powinnam się pogodzić z tym, że z tego nie wyjdę. Ale walczę. Staram się szukać pozytywów".

Odeszła nad ranem 2 czerwca 2010 r. - Kiedy wróciłam z pogrzebu, przez chwilę byłam sama. Żeby nie zwariować, zaczęłam kroić mięso na stypę. Wtedy wpadł do mnie kolega aktor Eryk Lubos i mnie po prostu przytulił. Nic więcej, tylko mocno przytulił. Za to jestem mu wdzięczna, bo takie gesty pomagają pójść dalej przez życie - wyznała cztery lata później.

W trudnych chwilach wspierały ją też ukochane córki Kasi. - Przeszłyśmy jakoś przez to razem - ja i moje wnuczki - Julia i Daria. Dzisiaj jest też z nami Franio, mój prawnuk - opowiadała. Znalazła w sobie siły, aby dalej żyć.

Pracuje w ukochanym TR Warszawa, do którego trafiła w 1995 r. A po miłosnych rozczarowaniach i kolejnym nieudanym małżeństwie nie szukała już spełnienia w następnych związkach. Zapytana kiedyś, czy ma życiowego partnera, odparła żartobliwie: "Mam kotkę Wandzię, bo nie chcę już inwestować uczuciowo w żadnego kocura"...

***


Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maria Maj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »