Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Rożniatowska: Nie zawracam głowy Panu Bogu

Czego rodzice panią nauczyli?

Reklama

Wszystkiego. Obowiązkowości, prawdomówności, porządku. Mama trzymała dom żelazną ręką, ale uważam, że to nie było złe wychowanie. Nigdy nie sprawiałam rodzicom żadnych kłopotów. Z drugiej strony to był radosny dom. Obydwoje mieli artystyczne dusze. Tata to człowiek renesansu, grał na paru instrumentach, pisał wiersze.

Wiara była ważna w pani rodzinnym domu?

Chodziliśmy do kościoła. Mama jednak, z powodu poznańskiego charakteru, mówiła, że nie należy Panu Bogu byle czym zawracać głowy. Chyba nigdy nie miałam żadnych próśb do Pana Boga, bo bym nie śmiała. Tak mnie nauczono. "Masz problem? Poradź sobie sama, jest matka, ojciec, sił wyższych w to nie mieszaj". Nigdy nie robiłam nic złego, bo nie wyobrażałam sobie, że mam potem się z tego spowiadać. Pamiętam z dzieciństwa pewne zdarzenie związane z Wielkanocą...

Proszę opowiedzieć.

Moja starsza siostra Basia dostała koszyk ze święconką i miałyśmy iść do kościoła. Ale było mi przykro, że ja nic nie mam, więc w ostatniej chwili mama dała mi taki miniaturowy koszyczek, w którym mieściło się tylko jedno jajko. Jaki był śmiech, nawet młody ksiądz nie mógł się powstrzymać. Było mi wstyd i całą powrotną drogę płakałam. Tę porażkę będę pamiętać do końca życia. Ale historia lubi się powtarzać. Kiedyś uszykowałam koszyk dla mojej córki, a wtedy mąż wyskoczył, że też chce mieć swój. Jak wracaliśmy z kościoła, zaniepokojona sąsiadka zapytała: "Czy państwo są w separacji?".

Męża Adama Marszalika poznała pani w Płocku, gdzie po studiach rozpoczęła pani pracę w teatrze...

Ślub braliśmy w pięknej katedrze płockiej. Miałam dwuczęściową biało-niebieską sukienkę, wtedy jeszcze długie włosy upięte w kok, a w niego wetknięte świeże chabry. Bukiecik też był z chabrami. Przeżyliśmy wspólnie szczęśliwych 35 lat. Mąż trochę bujał w obłokach, charaktery mieliśmy różne, ale byliśmy zgodnym, dobranym małżeństwem. Od śmierci Adama minęło 5 lat. Mam bliską relację z jego siostrą i bratem w Pińczowie. Co roku z wnuczką Manią zaglądamy tam w wakacje.

Tak po poznańsku wychowała pani swoją córkę Bogusławę?

Nie musiałam jej wychowywać w ostrym drylu, bo robiła wszystko, o co prosiłam. Mieszkamy teraz razem, mamy też psa i kota. Nie dochodzi do żadnych kłótni. Są oczywiście sprawy, które trzeba omówić, jak na przykład ostatnio komunię wnuczki.

Jest pani babcią rozpieszczającą Marysię?

Raczej nie. Jeśli coś mi się nie podoba w zachowaniu wnuczki, to zwracam jej uwagę. Chyba nawet więcej niż córka. Mania już się do tego przyzwyczaiła. Poza tym bardzo się kochamy.

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Rożniatowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje