Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maciej Dowbor miał wypadek na Majorce. Koroniewska drżała o jego zdrowie

Joanna Koroniewska (37 l.) przeżyła moment grozy, kiedy okazało się, że jej mąż został poważnie ranny w czasie triathlonu na Majorce. Na metę przybiegł półprzytomny. „Udowodnił sobie i rodzinie, że charakter ma nie do zdarcia. Tylko jakim kosztem” – mówi świadek zdarzenia. Jak teraz czuje się mężczyzna?

Pod koniec września Maciej Dowbor podjął się nowego wyzwania. Postanowił wziąć udział triathlonie rangi Iron Man na Majorce. To mordercze zawody dla największych twardzieli. Dziennikarz musiał przepłynąć 3,86 km, przejechać na rowerze 180,2 km oraz przebiec maraton, czyli 42,195 km.  

Reklama

W podróży towarzyszyła mu żona Joanna Koroniewska oraz ich córeczka, 7-letnia Janinka. Podczas niebezpiecznej jazdy na rowerze po krętych drogach Maciej miał groźną kraksę.  

- To było na ostrym zakręcie, droga była śliska, bo padał deszcz. Maciek spadł z roweru i uderzył o asfalt całym bokiem i głową. Na szczęście był w kasku, ale przez kilka dobrych chwil nie mógł się zebrać z ziemi, a rower leżał kilka metrów od niego. Obsługa wyścigu była bardzo zaniepokojona tym wypadkiem. Chcieli natychmiast wzywać karetkę, bo wyglądało to naprawdę źle. Jednak Dowbor odmówił pomocy lekarskiej i na własną odpowiedzialność pojechał dalej - opowiada "Dobremu Tygodniowi" świadek zdarzenia.

Wyjąc z bólu dziennikarz wsiadł na rower i dojechał do mety. Przed nim był jeszcze morderczy maratoński bieg. Kibicująca mężowi Joanna Koroniewska poważnie się zdenerwowała, kiedy usłyszała o pechowym wypadku. Widziała, że Maciek ukończył zawody ostatkiem sił.  

- Chociaż na metę przybiegłem półprzytomny, miałem sine usta z niedożywienia, obolałe całe ciało i słaniałem się na nogach, nie miałem żadnych wątpliwości, że to mój największy sukces w życiu - napisał po zawodach na swoim blogu Dowbor. - W okolicach siódmego kilometra pętli mijałem za każdym razem moje dziewczyny: córkę i żonę. Myśl, że tam są, bardzo pomagała mi się zmobilizować - wspomina.  

- Udowodnił sobie i rodzinie, że charakter ma nie do zdarcia. Tylko jakim kosztem? - dodaje rozmówca tygodnika. 

Joanna w hotelu opiekowała się wycieńczonym mężem. Była dumna z osiągnięć ukochanego, ale nie zabrakło gorzkich słów. Wszak Maciej jest ojcem ich jedynej córeczki, a ciągle ma naturę ryzykanta i żona bez przerwy drży o jego zdrowie.  

To przecież nie pierwszy wypadek, któremu uległ. Kraksę przeżył też w sierpniu na imprezie sportowej w Gdyni, gdy ktoś złośliwie rozsypał pinezki na trasie rowerowej. A jeszcze wcześniej uległ kontuzji podczas treningów do programu "Celebrity Splash", skacząc z trampoliny do basenu. Miał wtedy wstrząśnienie mózgu i poważne problemy z kręgosłupem.  

Joasia już wiele razy prosiła męża, by trochę odpuścił. Musi przecież myśleć o rodzinie, o córeczce Janinie, która potrzebuje zdrowego i sprawnego ojca. Aktorka ma nadzieję, że teraz, kiedy już spełnił swoje marzenie, więcej czasu poświeci najbliższym.

***
Zobacz więcej materiałów

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje