Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Daukszewicz i Grzegorz Daukszewicz: Rodzinna tragedia zbliżyła ojca i syna

Gdy okazało się, że to rak płuc, początkowo udawał przed nią i dziećmi, że wszystko dobrze się skończy. Jednak sytuacja go przerosła.

Reklama

- Były dni, że nie wytrzymywałem. Zamykałem się w pokoju i zapijałem - wyznał kilka lat temu Daukszewicz. Na łożu śmierci przyrzekł żonie, że zatroszczy się o synów.

Po pogrzebie, w 2006 r. długo nie mógł się pozbierać. To, że stanął na nogi, zawdzięcza swoim pociechom. Starszy syn był już wtedy studentem, młodszy akurat zdawał do szkoły teatralnej. W tym okresie to właśnie Grześ był największym wsparciem dla ojca, mimo iż sam potrzebował wtedy pomocy.

- Mentalnie byłem dzieciak. Na szczęście dostałem się w wir pracy i to mi pomagało. Przez dwa lata ogarnialiśmy codzienność - woziłem zwierzaki do weterynarza, przygotowywałem jakieś teksty. Ciągle coś robiłem - wspomina Grzegorz. Ale i jego dopadło cierpienie po stracie matki. Najgorzej było na trzecim roku studiów.

Pojawiły się emocje, z którymi sobie nie radził. Smutek, stan zawieszenia... Wtedy role się odwróciły.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Daukszewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje