Prezydentówna od sierpnia pełni rolę społecznego doradcy Andrzeja Dudy (sprawdź!, otwiera się w nowym oknie). Wcześniej Kinga odbywała m.in. staż w znanej londyńskiej kancelarii adwokackiej.
Początkowo mówiło się, że zostanie w Wielkiej Brytanii na dłużej, ale niespodziewanie wróciła do kraju. Informacja o jej nowym stanowisku wywołała w mediach ogromne emocje.
Szybko pojawiły się zarzuty o nepotyzm, ale kancelaria zapewniła, że Kinga doradza za darmo."Fakt" ustalił w końcu, czym prezydencka córka zaczęła się zajmować.

"Kinga Duda zajmie się projektem dotyczącym instytucji sędziów pokoju. Jest znawczynią prawa amerykańskiego" – zdradził "Faktowi" jeden z bliskich współpracowników Andrzeja Dudy.
Efektami pracy Kingi jest zachwycona Zofia Romaszewska, otwiera się w nowym oknie.
"Przygotowała doskonałe opracowanie na temat sędziów pokoju. Była nadzwyczajna, niezwykle kompetentna, zaangażowana, sympatyczna i bardzo normalna" - przekonuje w tabloidzie.
Przy okazji wrócono także do kwestii związanej z pieniędzmi.
Czy faktycznie praca Kingi nic nie kosztuje podatników?

Były doradca prezydenta Komorowskiego, Tomasz Nałęcz, otwiera się w nowym oknie twierdzi, że to nieprawda. "Nie można mówić, że jej stanowisko nas nic nie kosztuje. To bzdura. Dostaje przecież narzędzia do pracy, np. osobny sekretariat albo sekretarzy, oczywiście telefon, samochód" - wylicza polityk. Nałęcz przewiduje, że 25-latka może mieć naprawdę dużo pracy, z czego do końca mogła sobie nie zdawać sprawy.
"Myślę, że panią Kingę Dudę zaleje lawina korespondencji. Obywatele piszą setki listów do prezydenta, ale podobnie jest z doradcami" - przekonuje w "Fakcie".



***








