Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Kim była pierwsza żona Grzegorza Ciechowskiego? Zostawił ją dla Potockiej

Ona piękna, poważna, spokojna. On artysta gnany niepokojem. Była jego pierwszą miłością i tylko z nią połączył go sakramentalny związek.

Zaczynali tak każdy dzień. Spotykali się w umówionym punkcie na tczewskim osiedlu i razem przemierzali drogę do szkoły. Byli w jednej klasie. Czarnowłosa śliczna dziewczyna od razu zwróciła jego uwagę. Ją oczarowała wrażliwość, poetycka natura chłopaka. Zadurzyli się w sobie po uszy. Zafascynowani książkami, godzinami potrafili o nich rozmawiać.

Reklama

Po trzeciej klasie liceum Jola Muchlińska przeprowadziła się z rodzicami do Torunia. Pisali do siebie czułe listy, tęsknili. Grzegorz Ciechowski zdał maturę i pojechał za ukochaną. Tam zaczął studiować polonistykę. Była pierwszą czytelniczką jego wierszy, zachęcała go, by je zaczął śpiewać.

Ślub wzięli w toruńskiej parafii Świętego Józefa w grudniu 1978 roku. Mieli po 21 lat. Początkowo rodzice Joli udostępnili im parter domu. Zapraszali tam znajomych, ale by nie denerwować seniorów ciągłym dzwonieniem do drzwi, goście często wchodzili przez okno.

W 1979 roku Grzegorz dołączył do grupy Res Publica, która rok później zmieniła nazwę na Republika. Na początku lat 80. małżonkowie przeprowadzili się do własnego mieszkania w bloku na Rubinkowie. Sprawili sobie psa Gintera. Za pieniądze z pierwszej płyty kupili też dom w Okoninie nad jeziorem i samochód - seledynową simcę.

Muzyk chętnie gościł kolegów, których żona częstowała swoją nalewką. Jola zwracała uwagę. Wielu się w niej podkochiwało.

- To posągowa piękność o antycznej, zjawiskowej urodzie. Wszyscy smalili do niej cholewki, ale ona miała swojego Romea - wspomina ich znajomy. Kiedy wychodzili do klubu, zawsze pojawiali się jacyś mężczyźni, którzy prosili ją do tańca. Grzegorz był zazdrosny, czasem rozgniewany wychodził.

- Ich tandem na początku wydawał mi się egzotyczny. Jola to osoba z dobrego domu, poważna, spokojna i mądra. Jego życie toczyło się dynamicznie, ekspresyjnie - wspomina basista zespołu, Paweł Kuczyński.

- Była jego pierwszym... wszystkim. Żoną, przyjaciółką i muzą - dodaje inny kolega. Stworzyła muzykowi ciepły dom, oazę spokoju, gdzie mógł odpocząć od coraz większej popularności. - Był człowiekiem bardzo kruchym, słabo opancerzonym. Ktoś musiał mu pomagać dźwigać ten sukces - mówi kolega z bandu.

Sielankę przerwało pojawienie się Małgorzaty Potockiej. Kiedy Grzegorz nagrywał płytę w Warszawie, do studia przywiózł ją menedżer Republiki. Całą noc przesiedzieli w restauracji hotelu Polonia.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Ciechowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »