Nie ma nic gorszego dla rodzica niż świadomość tego, że życie jego dziecka jest zagrożone. To najczarniejszy scenariusz, którego każdy chciałby uniknąć.
Niestety, Kasia Kowalska (sprawdź!, otwiera się w nowym oknie) musi stawiać czoła temu, co przynosi jej życie. W miniony weekend otrzymała telefon od lekarzy zza granicy, którzy poinformowali ją, że Ola znajduje się w jednym z londyńskich szpitali i wymaga intubacji.
Najprawdopodobniej córka gwiazdy zmaga się z koronawirusem, chociaż Kowalska nie potwierdziła oficjalnie tych doniesień. Okazuje się jednak, że to nie pierwszy raz, kiedy piosenkarka musi stawić czoła temu, co przygotował okrutny los.
W jednym z wywiadów, po ponad dwudziestu latach wyznała, że podczas porodu, jej córka Ola była aż czterokrotnie reanimowana.
"Cud, że akurat na dyżurze był lekarz, u którego leczyłam się prywatnie. Powiedział pielęgniarce, żeby co dwie godziny sprawdzała tętno moje i dziecka. O drugiej w nocy pielęgniarka zaczęła krzyczeć, że nie słyszy tętna Oli. Rzucili mnie na łóżko i biegiem na salę operacyjną. Pamiętam dygot, wydawało mi się, że jest zimno, a to był strach. Zrobili mi cesarskie cięcie. Ola była zatruta wodami płodowymi, musieli przywracać ją do życia. Powiodło się za czwartą prób" - powiedziała Kasia dwa lata temu w rozmowie z "Vivą".
Piosenkarka wierzy, że dzięki dramatycznej sytuacji, która wydarzyła się podczas porodu, Ola przejawiła niezwykłą chęć życia. Artystka ma nadzieję, że uda się córce pokonać chorobę i obie będą silniejsze po tym niełatwym doświadczeniu.




***Zobacz więcej materiałów wideo:








