Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Henryk Gołębiewski: Dostałem od życia po plecach

Miał 19 lat, kiedy dostał powołanie do wojska. On, "Cegiełka" z kultowego "Stawiam na Tolka Banana", którego znała cała Polska, mógł się wymigać, ale nie chciał. Uważał to za sprawę honoru. Jeżdżąc z występami wojskowego kabaretu zaczął ostro popijać. Procenty gwarantowały dobrą zabawę, ale rano... Zdarzało mu się budzić obok kobiet, których nie chciałby pamiętać. - Stare powiedzenie mówi, że babeczka pięknieje w miarę wypitego alkoholu - wspomina jedną z imprez, gdy wraz z kolegą bliżej zapoznali się z dwiema kobietami. - Nad ranem budzimy się i... przerażenie w oczach. Moja - kulawa, jego - szczerbata. A takie były piękne...

Reklama

Nie chciało mu się uczyć, wystarczyła mu zawodówka ślusarska, więc po wojsku trafił do brygady remontowej, w której pracował jego ojciec. O filmie zupełnie zapomniał, tak jak on o nim. Nie zapomniał za to o alkoholu. Zdarzało mu się zaliczyć pałowanie od milicji, gdy właściciel warszawskiego klubu "Lolek" miał dość jego zabaw z rozbijaniem butelek. Innym razem po ostrej imprezie nie trafił do domu. - Przy którymś z bloków, pijany i zmęczony, poczułem, że nogi mam jak z waty i... zemdlałem - opowiada. Rano obudził się w obcym mieszkaniu. - Jakaś babka zlitowała się i wzięła z ulicy - mnie, nieznajomego, do własnego domu. Inaczej pewnie bym zamarzł - kwituje.

Kiedy zakochał się w pięknej Mirze, myślał, że to będzie miłość na całe życie. Byli bratnimi duszami. Razem wychowywali jej syna Marka. Tak się cieszyła, gdy po przeszło 20 latach aktor dostał wreszcie główną rolę w filmie "Edi". Ich radość zmąciła jednak jej nagła choroba. Henryk musiał odwieźć Mirę do szpitala, tak cierpiała z powodu bólu brzucha. Wtedy widział ją po raz ostatni. Grał złomiarza Ediego, na planie w Łodzi, gdy dostał wiadomość, że odeszła na zawsze. - Koszmar! Taka młoda dziewczyna. Nie mogłem w to uwierzyć. Nagle cały świat mi się zawalił - opowiada. - Pogrzebu nie pamiętam, jakby wyparowała ze mnie dusza - tamte wspomnienia wciąż bolą.

Z cmentarza na cmentarz, tak wtedy żył. - Miałem pogrzeb za pogrzebem - przyznaje. Niedługo przed śmiercią ukochanej pochował dwoje innych najbliższych ludzi. - Wracamy z pogrzebu brata, a tu nam nagle oznajmiają: "Matka ci zmarła". My z ojcem w szoku - wspomina ten trudny czas. A miesiąc po tym jak umarła Mira, pożegnał następnego brata. - Dostałem od życia po plecach. Widać to na mojej twarzy. To mapa prawdziwego człowieka. Cierpiałem, ale tego nie okazywałem - mówi gorzko.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Dowiedz się więcej na temat: Henryk Gołębiewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »