Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Halina Kunicka nie jest już samotna! Znalazła szczęście u boku znanego kompozytora!

Łączy ich serdeczna więź. Halina Kunicka (81 l.) i kompozytor Jerzy Derfel (78 l.) trzymają się razem. W jesieni życia są dla siebie dużym wsparciem. Mogą na siebie liczyć w każdej sprawie.

W czasie warszawskiego Festiwalu Ludwiga van Beethovena na widowni można było dostrzec elegancką Halinę Kunicką. Towarzyszył jej kompozytor Jerzy Derfel, który troskliwie się nią opiekował. 

Reklama

Uśmiechnięci, wpatrzeni w siebie, rozmawiali.

"Chodzimy na koncerty, do teatru. Trzymamy się razem. To wielkie bogactwo mieć kogoś bliskiego" – wyznaje szczerze „Dobremu Tygodniowi” piosenkarka.

Halina i Jerzy mieli szczęśliwe życie. Dziś są wdowcami. Mąż artystki, Lucjan Kydryński, zmarł w 2006 roku, a pięć lat temu odeszła żona kompozytora. W tych trudnych chwilach byli dla siebie ogromnym wsparciem. 

Piosenkarka ma syna Marcina, synową Annę Marię Jopek, wnuki, ale czasem czuje się osamotniona w czterech ścianach. Młodzi żyją własnymi sprawami. 

Kiedy cokolwiek się dzieje, Jerzy spieszy jej z pomocą. 

"Czuwa nade mną. Przez telefon rozmawiamy kilka razy dziennie. Dzwoni co rano, żeby się dowiedzieć, jak się czuję. Jest na każde wezwanie. On też zawsze może liczyć na mnie. Od czasu kiedy odszedł mój mąż, z czym nie mogę się pogodzić, to obecność takich przyjaciół jak Jurek wyzwala mnie z samotności. Daje mi poczucie, że nie jestem tak całkiem sama" – wyznaje gwiazda.

Rozumieją się bez słów, znają swoje słabości. O Derflu mówi „spora figurka z chińskiej porcelany”, bo jest delikatny i nadwrażliwy.

Para przyjaźni się od ponad pół wieku! 

"Od początku między nami nawiązała się silna więź. Podobnie patrzymy na świat" – wyjaśnia.

Jerzy był też blisko z jej mężem. Kiedy brał ślub, Lucjan pożyczył mu jedną ze swych eleganckich marynarek.

"Przez lata razem spędzaliśmy sylwestry, które zawsze odbywały się w domu Jurka i jego żony Wigi na warszawskim Podwalu. O północy szliśmy pod Kolumnę Zygmunta, by wznieść toast. Spotykaliśmy się także w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, z okazji imienin, urodzin oraz innych okazji" – opowiada piosenkarka.

Wielka zażyłość łączyła ją z Jadwigą. Żona kompozytora była aktorką, ale poświęciła się rodzinie.To dzięki przyjaciołom Jerzy nie zdecydował się na emigrację. Stan wojenny zaskoczył go i żonę w Szwajcarii.

Myślał, by zostać, nawiązał kontakty zawodowe. Lucjan napisał wówczas do niego list zatytułowany: „Kochane Szczurki z tonącego okrętu”, a ostatnie zdanie brzmiało: „Może się kiedyś spotkamy, tylko nie wiem, czy będziemy mieli o czym rozmawiać”.

"Jurek opowiadał, że bardzo przeżył te słowa, był za nie wdzięczny. Wrócili do kraju. List ma do dzisiaj" – mówi ze wzruszeniem Kunicka. 

Cieszy się, że ciągle mogą razem występować z recitalami, na pianinie akompaniuje jej oczywiście Derfel. Skomponował dla niej wiele pięknych piosenek.

Szczególnie ceni sobie płytę "12 godzin z życia kobiety" z tekstami Wojciecha Młynarskiego. 

"W lipcu jedziemy razem na koncerty do Truskawca na Ukrainie" – zdradza pani Halina. 

To będą piękne dni.

***


Dowiedz się więcej na temat: kunicka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje