
5 mln za utracenie intymności
Tyle w 2005 roku zaoferowano Colinowi Farrellowi, byłemu partnerowi Alicji Bachledy-Curuś, za udzielenie praw do dystrybucji jego sekstaśmy nagranej z byłą partnerką, Nicole Narain.
Gwiazdka "Playboya" próbowała bez wiedzy aktora sprzedać 15-minutowy film, ale ten najpierw wywalczył w sądzie zakaz zbliżania się do niego przez żądną pieniędzy eks, a później pozwał Nicole i zablokował wydanie sekstaśmy.

Musiałem zeznawać przez cztery godziny i tłumaczyć, dlaczego nie chcę, żeby to nagranie ujrzało światło dzienne. Boże broń, żeby ten film był w opcji "oglądaj na żądanie" np. w hotelu i trafiłaby na niego moja matka, mówiąc: "Och, nie widziałam tej produkcji z moim synem", i wcisnęła przycisk, żeby to obejrzeć - wyznał w wywiadzie Colin.
Gwiazdorowi udało się zablokować oficjalne wydanie taśmy, ale nie był w stanie powstrzymać jej wycieku do sieci kilka lat później. Wypada mieć nadzieję, że jego mama nie zapuszczała się w te rejony internetu...

Polski porno akcent
Nasz rodzimy show-biznes, otwiera się w nowym oknie pod wieloma względami odstaje od tego amerykańskiego i, szczęśliwie dla celebrytów, ma to miejsce również pod względem wycieku mocno intymnych nagrań czy zdjęć.
Największym do tej pory skandalem z erotycznym tłem jest afera z 2008, gdy wyszło na jaw, że jeden z uczestników programu "Fabryka gwiazd" ma na koncie udział w gejowskim filmie pornograficznym.
Marcin Szymański szybko otrzymał od mediów przydomek "porno-fryzjer", a produkcja z jego udziałem - "Stancja Wawa" - szybko zyskała ogromną popularność w sieci. Aspirujący wokalista zdobył się na publiczne przeprosiny podczas jednego z odcinków na żywo programu.
To było pięć lat temu. Popełniłem wielki błąd, którego strasznie żałuję. Moi rodzice wybaczyli mi to... Bardzo was proszę: nie osądzajcie mnie po tym, jakim byłem kiedyś człowiekiem. Wybaczcie mi! - mówił Szymański ze łzami w oczach.
Po zakończeniu show Marcin wycofał się z show-biznesu i wrócił do pracy jako fryzjer. Niestety, błędy przeszłości rzucają długie cienie i gdy w 2016 miał wystąpić w programie ślubnym Izabeli Janachowskiej jako ekspert od fryzur, produkcja ostatecznie mu podziękowała.
Tłumaczono, że prowadząca nie chce, aby jej show był kojarzony z "byłymi aktorami porno". Auć.

Zemsta elektryka
Na długo przed Paris Hilton i Kim Kardashian na świecie królowała jedna celebrycka sekstaśma, do dziś zresztą określana mianem najsłynniejszej. Chodzi o trwające niemal godzinę domowe wideo nagrane wiosną 1995 przez Pamelę Anderson i Tommy’ego Lee Jonesa, podczas którego można było zobaczyć nie tylko fragment ich codziennego życia, ale i oczywiście kilka minut stosunku.
Taśma VHS z igraszkami miała być prywatną pamiątką pary, ale nieoczekiwana ujrzała światło dzienne. Jak? To jest w zasadzie historia lepsza niż samo nagranie. W 1996 Pamela i Tommy nadzorowali renowację swojej willi w Malibu i, jeśli wierzyć ekipie remontowej, fundowali robotnikom prawdziwe piekło, pozwalając sobie na coraz bardziej wymyślne żądania, a w końcu odmawiając im jakiejkolwiek zapłaty.

Jeden z nich, elektryk Rand Gauthier, miał już tak dość celebrytów, że był nawet w stanie zrezygnować z walki o należne mu 20 tysięcy dolarów. Miarka jednak się przebrała, gdy Tommy Lee Jones, otwiera się w nowym oknie groził mu bronią podczas jednej z konfrontacji.
Wtedy mężczyzna postanowił się zemścić i zaplanował kradzież sejfu, w którym miały się znajdować kosztowne błyskotki aktorki oraz kolekcja broni jej męża. Jakież było jego zdziwienie, gdy po udanym skoku odnalazł w nim jeszcze coś - niepozorną kasetę VHS, a na niej domowe porno znienawidzonych ekspracodawców. Jeśli powstałby o tym kiedyś film, w oczach głównego bohatera powinny się w tym momencie pojawić dolary. Taki był też plan.
Mężczyzna z pomocą kolegi próbował sprzedać taśmę firmom dystrybuującym porno, ale żadna z nich nie chciała jej wydać bez pisemnej zgody Pameli i Tommy’ego. Elektryk uznał więc, że będzie ją sprzedawał w... internecie. Teraz brzmi to jak oczywiste rozwiązanie, ale warto zauważyć, że wówczas jedynie 25 milionów Amerykanów i 40 milionów ludzi na świecie w ogóle miało do internetu dostęp, a strony internetowe dalekie były od tego, co możemy podziwiać teraz.

Plan po części zadziałał, bo wieść o nagraniu szybko się rozeszła, a jego bohaterowie dowiedzieli się, że ich igraszki zostały upublicznione dopiero po kilku miesiącach. Na zatrzymanie obiegu było już za późno, więc po ponad rocznej batalii Pamela i Tommy zdecydowali się autoryzować dystrybucję nagrania i po prostu zacząć na niej zarabiać. Sekstaśma kontrowersyjnego małżeństwa szybko stała się hitem, zarówno online, jak i w wydaniu fizycznym, sprzedając kilkaset tysięcy kopii i zapewniając zysk w granicach 80 milionów dolarów. Pewnym pocieszeniem był na pewno fakt, iż elektryk-złodziej nie zobaczył z tej kwoty praktycznie ani centa.
Kradzież tak intymnego nagrania ciężko zaliczyć do miłych wydarzeń i choć scementowało to wizerunek Pameli jako seksbomby wszech czasów, a Tommy’ego jako najhojniej obdarzonego rockmena w historii, żadne z nich nie wybaczyło swojemu byłemu pracownikowi.
Mało tego, piętnaście lat później Tommy Lee odnalazł Randa Gauthiera na Facebooku i wysłał mu krótką wiadomość o treści: "Cześć, ty pieprzona cioto!".

Jedna noc (nie) w Paryżu
W 2003 Paris Hilton była w USA już dość popularną celebrytką. Dziedziczka hotelowej fortuny zasłynęła imprezowym trybem życia i przyjaźnią z Nicole Richie, a zainteresowanie tabloidów postanowili wykorzystać producenci telewizyjni, powierzając im angaż w reality-show "The Simple Life".
Tuż po debiucie produkcji, w 2004, na Hilton czekała jednak druzgocąca wiadomość - jej ekspartner Rick Salomon upublicznił nakręconą w 2001 sekstaśmę pod znaczącym tytułem "1 night in Paris".
Prasa szybko uznała, że to wykalkulowany ruch celebrytki i osobliwy sposób na promocję jej nowego show. Paris zdecydowanie zaprzeczyła tym doniesieniom, dodając, że nie miała pojęcia co się dzieje w trakcie nagrania.

Została za to... pozwana przez Salomona, sama później rewanżując mu się pozwem za wydanie taśmy. W ramach ugody, do której doszło poza salą sądową, Hilton otrzymała 400 tysięcy dolarów i zadeklarowała, że pieniądze przekaże na cele charytatywne.
"1 night in Paris" żyła później swoim życiem - prawa do nagrania zakupiła firma produkcyjna dla dorosłych Vivid Entertainment. Zarobiono na niej miliony, ale na konto Paris nie trafiło z tego tytułu nic. Choć obserwatorom mogło się wydawać, że Hilton jest zachwycona skandalem i wrzawą wokół siebie, rzeczywistość była inna. Celebrytka wielokrotnie, i wtedy, i po latach, mówiła o tym, jak wielkim poniżeniem dla niej było upublicznienie seks nagrania.
To było poniżające i będzie mnie ranić do końca życia. Ta taśma zawsze jest z tyłu mojej głowy. Kiedy to się wydarzyło, ludzie byli dla mnie bardzo okrutni. Sposób w jaki o mnie mówiono w mediach i w talk shows, bycie świadkiem tego z moją rodziną... To było bardzo bolesne. Płakałam każdego jednego dnia, nie chciałam wychodzić z domu. Czułam, że moje życie jest skończone - wspominała Paris w wywiadzie dla "Vanity Fair" w 2021.
Publikacja taśmy Paris odbiła się nie tylko szerokim echem, ale i rozpoczęła nowy trend, według którego tego typu nagrania miały być katapultą do wielkiej sławy.
Media uczyniły z tego patent, przypisując celebrytkom z sekstaśmami na koncie, najczęściej niesłusznie, wyrachowanie i brak zahamowań w pogoni za popularnością. Paris Hilton okazała się po prostu pierwszą ofiarą.

Wpadka startem imperium
Podobny los spotkał przyjaciółkę Paris Kim Kardashian. Najsłynniejsza dziś celebrytka świata zaczynała skromnie: jako asystentka sławniejszej koleżanki i stylistka. W końcu jednak i ona doczekała się wielkiego przełomu, który był swego rodzaju deja vu - w 2007 wyciekła bowiem jej... sekstaśma nagrana pięć lat wcześniej z ówczesnym partnerem.
Kardashianka próbowała zapobiec jej publikacji, ale gdy wszystko zaczęło wskazywać na to, że nie będzie to możliwe, zdecydowała się na ugodę z Vivid Entertainment i sprzedała prawa do filmu za 5 milionów dolarów.
Kim była ponoć zdruzgotana, ale podobnie jak w przypadku Paris, sekstaśma zrobiła z niej gwiazdę. Zaledwie pięć miesięcy po "premierze" nagrania, rodzina Kardashianów podpisała kontrakt na produkcję rodzinnego reality show, a reszta jest już historią.

Sekschmura nad Hollywood
Ostatnie dni lata w 2014 okazały się szczególnie stresujące dla amerykańskich celebrytek. 31 sierpnia do sieci trafiło ponad 500 prywatnych zdjęć gwiazd, głównie kobiet, na których wiele z nich było w kompletnym negliżu. Fotografie znalazły się w internecie w wyniku ataku hakerskiego na tzw. "chmurę", czyli iCloud Apple, gdzie miliony użytkowników magazynują zawartość swoich iPhone’ów. Wśród poszkodowanych, które potwierdziły autentyczność zdjęć, były m.in. Jennifer Lawrence, otwiera się w nowym oknie, Kate Uptown czy Kirsten Dunst, otwiera się w nowym oknie. Z kolei Ariana Grande, otwiera się w nowym oknie poinformowała, że przedstawiające ją fotki są fotomontażem. Pod koniec września doszło do kolejnych dwóch wycieków, a Apple zapowiedziało, że podejmie kroki, aby lepiej zabezpieczyć ich serwery i nie dopuścić w przyszłości do podobnej sytuacji. Skandal z wyciekiem zdjęć uruchomił też ogromną dyskusję na temat tego, kto ponosi odpowiedzialność za rozprzestrzenianie takich treści - tylko hakerzy, który upublicznili zdjęcia, a może również użytkownicy internetu podający je dalej? Aktorka Lena Dunham wystosowała nawet oficjalny apel, w którym prosiła na Twitterze, aby internauci nie oglądali tych zdjęć i nie udostępniali ich ponownie. Niestety, odezwa nie przyniosła skutku. Wszystkie powyższe historie łączy jedno - intymne nagrania zostały upublicznione bez ich zgody. Cyniczne podejście do deklaracji gwiazd i celebrytów jest łatwe, bo wygodniej uznać, że zrobią dla sławy wszystko niż skonfrontować się z faktem, iż ktoś zrobił im po prostu krzywdę. W końcu ostatecznie przecież "nic im się nie stało" - stali się tylko jeszcze sławniejsi i jeszcze bogatsi. Dyskusja o tym, jak ważna jest zgoda, zatacza jednak coraz szersze kręgi i powinna dotyczyć również osób publicznych.








