Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Aktorka Marta Klubowicz miała stalkera. Jest przeciwko niemu akt oskarżenia

Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Marcinowi M., który miał nękać Martę Klubowicz (55 l.), aktorkę znaną z seriali "Tulipan" i "W labiryncie" oraz byłą dyrektor Nyskiego Domu Kultury.

Kilka lat temu Marcin M. otrzymał zlecenie zrealizowania serii filmów promujących nyską placówkę kulturalną. Materiały emitowane były na telebimie umieszczonym na ścianie budynku NDK.

Reklama

Gdy umowa wygasła (zawarta jeszcze przez poprzednie kierownictwo), Marta Klubowicz jako dyrektor Nyskiego Domu Kultury nie przedłużyła umowy z Marcinem M. i podziękowała mu za współpracę, informując, że obowiązki promocyjne przejmą pracownicy.

Wówczas, podczas rozmowy w gabinecie, Marcin M. miał powiedzieć, że ją "zniszczy". Sprawą zajęła się prokuratura w Nysie, która jednak umorzyła postępowanie o groźby karalne i uznała, że brakuje danych potwierdzających przestępstwo.

Aktorka odwołała się do sądu, w wyniku czego śledztwo zostało wznowione. Po serii negatywnych artykułów w lokalnej prasie w lipcu ubiegłego roku ustąpiła ze stanowiska dyrektora Nyskiego Domu Kultury.

Klubowicz miała rzekomo wyłudzić pieniądze za delegację służbową i w tym czasie załatwiać prywatne sprawy oraz w czasie zwolnienia lekarskiego brać udział w kontrmanifestacji smoleńskiej w Warszawie. O tych dwóch sprawach (umorzone) prokuraturę zawiadomił Marcin M.

Obecnie do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko niemu. Mężczyzna jest oskarżony o stosowanie bezprawnych gróźb w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności.

"Zrobiono ze mnie złodziejkę, oszustkę i beznadziejnego dyrektora, który nic nie zrobił i wszystko zniszczył" - mówi Marta Klubowicz.

"Myślę, że sam fakt, iż prokuratura wystosowała obecnie akt oskarżenia, świadczy o czymś bardzo istotnym nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich osób publicznych. Media nie mogą być czymś w rodzaju 'samosądu', a konstytucyjna wolność prasy nie może polegać na robieniu z mediów pola służącego do prywatnych rozgrywek i stwarzania 'alternatywnych wersji rzeczywistości', które mogą być mylące, wprowadzać w błąd czytelnika i prowadzić do publicznego linczowania osoby, tylko dlatego, że miała odwagę nie poddać się naciskom" - komentuje aktorka.

***

Zobacz więcej materiałów:

Źródło: nysa.naszemiasto.pl

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »