Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zygmunt Chajzer krytykuje gwiazdy za sprzedawanie prywatności!

Zygmunt Chajzer (63 l.) to wciąż nieblednąca gwiazda polskiej telewizji rozrywkowej. Jak to się dzieje, że mimo braku skandali i przede wszystkim, braku kont na portalach społecznościowych w dalszym ciągu jest tak rozchwytywany i lubiany?

Prezentera nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Zawsze pogodny, skory do żartów, nawet z samego siebie. Przed laty zauroczył widzów Poslatu jako prowadzący niezapomniany program "Idź na całość" . To właśnie teleturnieje przyniosły mu niezwykłą sympatię widzów oraz niesłabnącą popularność. Prywatnie od 33 lat jest mężem Doroty, z którą ma troje dzieci, w tym syna Filipa (32 l.), który poszedł w jego ślady i również został dziennikarzem. W szczerej rozmowie z gazetą "Świat i Ludzie", Zygmunt opowiada o swojej rodzinie, dorosłych już dzieciach, relacjach z Filipem, ale także o pracy w show-biznesie.

Reklama

Pan już wie, jak spędzi Dzień Ojca?

Wybierzemy się pewnie całą rodziną na kolację do restauracji. Na co dzień wszyscy jesteśmy zapracowani, więc w końcu będzie okazja do spotkania i dłuższych rozmów.

Są prezenty, o których pan marzy w tym dniu?

Nie mam takich marzeń.

W dobie konsumpcjonizmu, postępujących technologii?

Cieszą mnie codzienne rzeczy, a gadżeciarzem nie jestem. Mój syn Filip za to pilnuje, żebym trochę jednak szedł z duchem czasu. Ostatnio np. kazał mi wyrzucić dość wiekowy telefon i na urodziny sprezentował bardziej nowoczesny, taki z internetem. Swojej mamie kupił zaś tablet i wprowadził ją w tajniki Facebooka. Internet tak ją pochłonął, że mam dziś w domu wirtualną żonę, bo większość czasu spędza w sieci.

A ja znalazłam aż 9 kont Zygmunta Chajzera na Facebooku.

Nie są moje.

Ale dziś każda gwiazda jest obecna w tzw. mediach społecznościowych, wrzuca prywatne zdjęcia, informuje o radościach czy smutkach... 

Wyrosłem w świecie, gdzie popularność budowało się na talencie i ciężkiej pracy. Tego się trzymam, choć wiem, że czasy się zmieniły. Dziś nie trzeba niczego umieć, wystarczy się pokazywać, wyglądać, szokować zdjęciami. To jednak nie mój świat. Poza tym jestem introwertykiem i peszy mnie afiszowanie się ze swoją prywatnością.

Ma pan piękną żonę Dorotę i trójkę wspaniałych dzieci. Jest się czym chwalić.

To są ich wybory. Moja żona nie lubi pokazywać się publicznie ani udzielać wywiadów. Najmłodsza córka Weronika też woli być anonimowa, choć to piękna dziewczyna i z powodzeniem mogłaby wybrać karierę modelki. Skończyła jednak zarządzanie i pracuje w jednej ze stacji telewizyjnych. Z kolei starsza córka Karolina mieszka w Szwecji, jest dyrektorem szkoły administracyjnej i przygotowuje uchodźców do podjęcia pracy zawodowej.

To skąd się u was w rodzinie wziął taki showman, jak Filip Chajzer, pana bardzo popularny syn? 

Dzieci pod względem charakteru zawsze są inne. Filip od dziecka był otwarty, energiczny, zbuntowany i ciekawy świata. On, w odróżnieniu ode mnie, w mediach społecznościowych czuje się jak ryba w wodzie.

Nazwisko mu pomagało czy przeszkadzało?

Nie miało to większego znaczenia i na pewno nazwiskiem nic nie załatwiał. Poza tym myślę, że warsztat pracy szybko weryfikuje czy ktoś się nadaje, czy nie. Filip udowodnił już swoją wartość, zdobył uznanie i potwierdził, że potrafi sobie radzić w różnych formatach.

Jak wychować syna, żeby w dorosłym życiu był twoim kompanem a nie wrogiem? 

On sam się tak wychował. A na poważnie to całą zasługę za to przypisuję mojej żonie. To ona stworzyła ciepły dom dla naszych dzieci, była zawsze, kiedy jej potrzebowały.

A pan jaką pełnił rolę?

Taty z doskoku, bo dużo wtedy pracowałem, często wyjeżdżałem służbowo. Ale to nie oznacza, że byłem ojcem zupełnie nieobecnym. Nazwałbym siebie raczej instancją ostateczną.

Bycie ojcem to ważna dla pana rola?

Dla mnie to przede wszystkim odpowiedzialność. Zawsze miałem świadomość, że jako głowa rodziny muszę zapewnić byt. Chciałem, aby żona miała piękne stroje, dzieciaki to, czego potrzebują, abyśmy mieli dach nad głową. W głębokiej komunie trzeba było kombinować. Przez ponad 10 lat wyjeżdżałem do fizycznej pracy do Niemiec. Mogliśmy wyemigrować, ale nie chciałem. I nie żałuję.

Dowiedz się więcej na temat: Zygmunt Chajzer

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje