Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wstrząsająca historia z życia Jandy! Omal nie skończyło się to samobójstwem!

Bezsenność zawsze była dla aktorki prawdziwym utrapieniem. Krystyna Janda (64 l.) nie sądziła, że pewnego razu, dzięki nieprzespanej nocy, uratuje życie przyjaciółki.

Artystce nie brakuje zalet, ale skromność Krystyny Jandy nie pozwala jej o nich mówić. Nigdy jednak nie przypuszczała, że to one przyczynią się do ocalenia przyjaciółki od śmierci.

Reklama

Anna Bojarska, bo o niej mowa, jest uznaną pisarką, autorką poczytnych książek, m.in. „Agitki” i „Czego nauczył mnie August”.

W przeciwieństwie do swojej młodszej siostry, Marii, wprost zachłysnęła się Zachodem. Swoje miejsce na ziemi znalazła nad Sekwaną. Francja, a szczególnie Paryż, tak ją oczarowały, że postanowiła się tu osiedlić. 

Początkowo była zadowolona z tej decyzji. Niestety, z czasem los przestał jej sprzyjać. Pojawiły się problemy, które zaczęły ją przerastać.

Najpierw musiała zmierzyć się z chorobą męża, potem okazało się, że jej książka „Kozzmoss!” nie cieszy się zainteresowaniem czytelników.

Co więcej, samobójstwo matki, chorej na raka przełyku, z którą była bardzo zżyta, omal nie doprowadziło artystki do załamania nerwowego.

Zaczęły się chude lata. Anna coraz gorzej czuła się na obczyźnie. Nagle ukochana Francja stała się dla niej złotą klatką. Bez wsparcia najbliższych, przyjaciół grunt powoli usuwał się jej spod nóg. 

To sprawiło, że straciła ochotę do życia. Niebawem codzienność stała się dla niej ciężarem nie do udźwignięcia.

Niczym robot każdego dnia wykonywała te same czynności. W końcu postanowiła zakończyć swoją udrękę.

Pewnego wieczoru, gdy była sama w domu, zasunęła zasłony i przygotowała ampułki ze środkiem uspokajającym, strzykawki oraz garść tabletek.

Przed szczegółowo zaplanowaną egzekucją na samej sobie usiadła przed komputerem, by napisać pożegnalny list do swojej wieloletniej przyjaciółki Krysi Jandy.

"Byłam pewna, że przeczyta mail rano, kiedy będzie już po wszystkim" – wyznała Bojarska swojej znajomej w 2005 r. Stało się jednak inaczej...

Nie czuję się bohaterką

Cierpiąca na bezsenność aktorka w takich sytuacjach zaczytywała się w książkach. Tej nocy siedziała jednak przed monitorem komputera. Po przeczytaniu listu natychmiast zaczęła działać. 

Miała świadomość, że liczą się minuty, może nawet sekundy. Wiedziała, że życie ukochanej przyjaciółki leży w jej rękach. 

"Zadzwoniła do mojej siostry Marii, a ona po pomoc" – wspominała wzruszona Bojarska na łamach jednej z codziennych gazet. I dodała: „Usłyszałam jakiś hałas pod drzwiami, to byli ratownicy medyczni. Zanim do mnie dotarli, zdążyłam tylko rzucić gazetę na strzykawki i prochy, żeby je ukryć. Dzięki Krysi żyję”.

Krystyna nigdy nie uważała się za bohaterkę. 

"To był przypadek, że uratowałam Annę. Po prostu wiedziałam, do kogo zadzwonić" – powiedziała skromnie. 

Pola Matusi

Dowiedz się więcej na temat: Janda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje