Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Żona Adama Małysza posądzona o zdradę! To straszne, co spotkało Izabelę Małysz!

Izabela Małysz (42 l.) swoje przeszła u boku słynnego skoczka. Dopiero po latach wyjawiła, z jakimi problemami musiała się mierzyć...

Dzięki sukcesom sportowym Adam Małysz swego czasu stał się idolem milionów Polaków. 

"Orzeł z Wisły" i jego rodzina szybko zostali także ulubieńcami kolorowej prasy. 

Niestety, tak ogromna popularność miała też swoje ciemne strony. Boleśnie odczuła to żona skoczka, której przyszło się mierzyć z okrutnymi plotkami. 

Izabela dopiero po latach wyjawiła, jak było jej ciężko. Zazdrośni ludzie pisali o niej niestworzone rzeczy. 

W wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej" Małyszowa wyznała, że bardzo źle to znosiła. Najbardziej zabolały ją plotki, że zdradza męża!

"Kiedy studiowałam, musiałam się uczyć dwa razy więcej od innych, a i tak szeptali po kątach: 'Małyszowej jest łatwiej za nazwisko'. Plotkowano, że mam romans z dziekanem. Ileż się nasłuchałam o kryzysach naszego małżeństwa. Ploty pojawiały się zwykle pod koniec sezonu, kiedy kończyły się tematy sportowe" - żaliła się Iza.

Kobieta wspominała, że także o Adamie pisano zadziwiające rzeczy...

"Kiedyś Adam miał gorszy czas. Poszliśmy do restauracji i zamówił herbatę z sokiem malinowym. Podano mu go w kieliszku. Ktoś zobaczył i rozpuścił plotkę, że 'Małysz ma kryzys, bo pije'" - dodała. 

Reklama

Dziś na szczęście żyje im się już o wiele spokojniej...

***

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »