Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rutkowski szczerze o próbie samobójczej!

Przyznaje, że miał setki kochanek, teraz jednak w jego życiu liczy się tylko jedna - Luiza Kobyłecka.

Dzięki rozwikłaniu sprawy zniknięcia 6-miesięcznej Madzi z Sosnowca Krzysztof Rutkowski (52 l.) odzyskał sławę najbardziej skutecznego polskiego detektywa. Niestety, nadal wzbudza skrajne emocje. Tylko "Na żywo" mówi o przyczynach załamania nerwowego narzeczonej i ślubnych planach.
Rozwiązał Pan tajemnicę zaginięcia Madzi z Sosnowca. Jest Pan z siebie dumny?

Reklama

Krzysztof Rutkowski: - Nie, bo to była dość prosta sprawa. Gdybym nie pracował na zlecenie rodziny, dowiedziałbym się, co stało się z rzekomo porwanym dzieckiem w ciągu jednego dnia. Nie mogłem jednak naciskać zbytnio jego matki, Katarzyny.
Teraz pewnie nie może się Pan opędzić od zleceniodawców?

K.R.: - Nawet przed tą sprawą nie narzekałem na brak zleceń. To prawda, teraz mój telefon dzwoni bez przerwy, ale ludzie w większości chcą, bym im pomagał za darmo. Oczekują, żebym stanął po ich stronie w sytuacjach, gdzie policja i prokuratura nie wykazały wystarczającej staranności.
Ma Pan 52 lata, nie czuje się Pan zmęczony?

K.R.: - Ja? Skądże! Mam świetną kondycję, jestem w swoim żywiole - robię to, o czym zawsze marzyłem - pomagam ludziom. Moi pracownicy śmieją się, mówiąc, że jestem jak Robocop. Na śniadanie jem pewnie kauczukowe kanapki, a popijam olejem silnikowym (śmiech).
Pana narzeczona, Luiza, nie jest taka twarda. Niedawno chciała popełnić samobójstwo...

K.R.: - Nie chciała, wyciągnięto zbyt pochopne wnioski z jej zachowania. Podobno wzięła jakieś środki i stanęła w otwartym oknie... Prawda jest taka, że chciała zwrócić na siebie moją uwagę. Będąc ze mną, kobieta musi mieć skórę twardą jak nosorożec. Ona jest z innej bajki, bardzo wrażliwa. Chciała, by zapaliła się u mnie czerwona kontrolka z napisem: "Krzysztof, zwolnij! Ja tu jestem!".
Po co wciąga Pan ją w swoje zawodowe sprawy?

K.R.: - Bo Luiza jest doskonałym agentem, zna biegle kilka języków, łącznie z chińskim. Ma doktorat z filozofii. Jest zadecydowanie najbardziej ambitną kobietą, jaką poznałem. Jeszcze przed sprawą Madzi, brawurowo uwolniła kobietę i dwójkę jej dzieci w Syrii. Ryzykowała życie, była na linii ognia. Naprawdę jest wielka!
Może cierpi przez to, że odeszła dla Pana z zakonu?

K.R.: - Nie, ta kwestia na pewno nie ma żadnego znaczenia. Nieraz o tym rozmawialiśmy.

A jak Luiza radzi sobie z zazdrością? Zawsze był Pan niepoprawnym kobieciarzem...

K.R.: - Ale już nim nie jestem, jednak z zazdrością rzeczywiście mamy problem. Luiza źle znosi, gdy inne kobiety uśmiechają się do mnie, są dla mnie miłe. W Sosnowcu jedna z dziennikarek wysłała mi SMS-a, że zaprasza mnie na kolację i lampkę wina. Nie miałem na to wpływu, a Luizę to zabolało.
Może nieświadomie zachęca Pan inne kobiety do flirtu?

K.R.: - Nie, skąd. Czasy szaleństw mam już za sobą. Bardzo kocham Luizę i tylko ona mnie interesuje. Nikogo nie prowokuję do flirtu.

A więc ożeni się Pan z Luizą?

K.R.: - Tak, chcemy pobrać się wiosną.
Po ślubie zwolni Pan nieco obroty?

K.R.: - Oczywiście, że zwolnię. Musimy z Luizą szczerze porozmawiać, ustalić, jak będzie wyglądało nasze dalsze życie. Ona czasem nie rozumie, że nie chodzimy w każdą niedzielę na mszę, bo mam np. ważne zobowiązania zawodowe, że nie jestem tak religijny jak ona, że nie przyjmuję sakramentów. Wiem, że powinienem odpuścić, zatrzymać się, posłuchać, jakie są jej potrzeby. Ona za musi nauczyć się być twardsza.
Nie boi się Pan, że na starość będzie sam?

K.R.: - Nie, bo jestem przekonany, że będę z Luizą. Ale wiem, że muszę poświęcać jej więcej czasu. Dojrzałem do tego. Proszę napisać, że jej to obiecuję.

Krzysztof Owczarek

(12/2012)

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Rutkowski | związek | detektyw | samobójstwo | Luiza Kobyłecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje