Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Naomi Campbell – Kobieta-ikona

Była pierwszą czarnoskórą kobietą, która pojawiła się na okładce francuskiego „Vogue'a”. W latach 90. nie było właściwie modelki, która mogłaby jej odebrać palmę pierwszeństwa. Nie ma wątpliwości, że gdyby nie ona, dzisiejszy świat mody, zarówno tej „wysokiej”, spod znaku haute couture, czy tej gotowej do natychmiastowego ściągnięcia „z wieszaka”, określanej mianem prêt-à-porter – wyglądałby zgoła inaczej.

Gwiazda, ikona, supermodelka

Dzięki urodzonej w Londynie Naomi Elaine Campbell w słownikach pojawiło się  słowo "supermodelka". Jej "strzelista" sylwetka, długie ramiona, pociągłe, kocie i wyzywające spojrzenie oraz chód, który oglądających ją krytyków mody, wprawiał w niemal hipnotyczny trans, nie miały sobie równych. Na wybiegu była bezczelna i pewna siebie; dziewczęca i sensualna - i tymi właśnie cechami swego wizerunku wpłynęła na nasze wyobrażenie o tym, jak powinna wyglądać i zachowywać się prawdziwa modelka. Od czasu, gdy Naomi po raz pierwszy przeszła po catwalku, modelka nie była już  bezcielesnym wieszakiem na ubrania, wolnym od płciowych właściwości, ale osobą z krwi i kości, która nie tyle użycza swej twarzy kolejnym kreacjom, ile raczej - napełnia je życiem, nadaje im wyrazu i charakteru. Pracowała dla najlepszych. "Chodziła" w pokazach wszystkich ikon stylu i gwiazd "wysokiej mody" -  Gianniego Versace, Yvesa Saint Laurenta, Louisa Vuittona, Givenchy’ego, Chanel czy Vivienne Westwood (na jej pokazie straciła kiedyś równowagę i z hukiem wylądowała na ziemi - złe wrażenie prędko jednak zatarła obłaskawiając całą sytuację szczerym, niewymuszonym śmiechem). 

Reklama


(Nie)fortunny incydent

Na podbój Paryża wyruszyła z rodzinnego Streatham mając zaledwie 16 lat. Był wtedy 1986 rok. Miała wówczas wystąpić w pierwszym w swoim życiu pokazie - i to od razu w show zorganizowanym przez niekwestionowaną legendę świata mody, "ostatniego z wielkich krawców" (jak mawiano o nim często, chętnie i z przekonaniem), Azzedine’a Alaïę.  Ten,nawiasem mówiąc, błyskawicznie zapałał do niej szczerą sympatię sympatią. Artystę i młodziutką modelkę połączyło pozornie tylko niefortunne zdarzenie. Mężczyzna udzielił jej bowiem pomocy, gdy pierwszego dnia po przyjeździe do francuskiej stolicy skradziono jej portfel i dokumenty. Alaïa wziął ją wówczas pod swoje skrzydła i udzielił jej schronienia. A następnie zatelefonował do jej matki z informacją, że dziewczyna pozostanie odtąd pod jego opieką. Od tej pory Campbell mówiła już o nim tylko per "Papa" (śmierć Alaïi, który zmarł w 2017 r., była dla niej wstrząsem tak wielkim, że postanowiła powrócić na wybieg - po to tylko, aby złożyć mu hołd idąc w jego ostatnim pokazie).  


Życie poza wybiegiem

Ciemnoskóra modelka pokochała artystyczny świat. Okazało się, że sprawnie potrafi odnaleźć się poza czerwonym dywanem. Próbowała swoich sił jako piosenkarka (w 1994 r. wydała pierwszy i jedyny w karierze solowy album zatytułowany "Baby Woman", który europejscy i amerykańscy krytycy - w odróżnieniu od zachwyconych nim recenzentów z Japonii - przyjęli raczej z umiarkowanym entuzjazmem) oraz aktorka epizodyczna (pojawiła się m.in. w serialach "Brzydula Betty", "Bill Cosby Show" i "Bajer z Bel-Air", w którym pierwsze szlify zdobywał wtedy Will Smith). Osobliwym połączeniem jej muzycznych i filmowych zainteresowań był występ w teledysku George'a Michaela nagranym do utworu "Freedom!" i wyreżyserowanym przez samego Davida Finchera (odpowiedzialnego za powstanie kultowego już "Podziemnego kręgu" czy równie głośnego dreszczowca - "Siedem"). Plotka głosi, że jej oryginalna - "kocia" - uroda stała się też ważnym źródłem inspiracji dla wytwórni Disneya, której rysownicy pracowali wówczas nad "Pocahontas". Całkiem możliwe, że gdyby nie Campbell, główna bohaterka filmu wyglądałaby więc zupełnie inaczej. 

Noś na sobie zapach supermodelki

Szykując się do przejścia na emeryturę, Naomi Campbell nie spoczęła na laurach. Ustąpiwszy miejsca młodszym koleżankom rozpoczęła bowiem wiele rozmaitych przedsięwzięć, z czego bodaj najważniejszym było wprowadzenie na światowe rynki własnej linii zapachów. Polskie konsumentki także mogą je kupić od jakiegoś czasu. Sprawdźmy, które z nich warto w pierwszej kolejności wypróbować na własnej skórze. 

 

Niech pierwszą naszą propozycją będzie ponętny, tajemniczy zapach Naomi Campbell Signature. Jak sama nazwa głosi, zapach ten jest skierowany do kobiet niezależnych, samodzielnych i świadomych zarówno samych siebie, jak i celów, które sobie wyznaczają. Jeśli istnieje esencja kobiecości, to została ona zamknięta właśnie w tym flakonie - pod postacią akordów orientalno-kwiatowych (dominują tu dojrzałe pomarańcze, magnolia, brzoskwinia, jaśmin, konwalia czy cedr i wanilia). Wart uwagi jest też z pewnością zapach Naomi Campbell Cat Deluxe, który nie otrzymał swej nazwy bez przyczyny. Któż bowiem, jak nie sama "kocica wybiegu", Naomi Campbell, miałby wiedzieć, jaką woń powinien roztaczać zapach kobiety-prowokatorki, kobiety-kusicielki, która pragnie podkreślić swoją zmysłowość, urok, seksapil? Znajdziemy w nich kilka mocnych, dominujących linii aromatycznych rozpisanych na nuty frezji i kardamonu (akordy głowy), gardenii, brzoskwini i fiołków (akordy serca) oraz piżma, paczuli, wanilii i drzewa sandałowego (akordy bazowe). 


A jeśli bliższe są nam bardziej klasyczne zapachy? Odpowiedzią może być specjalna linia zapachów Naomi Campbell prêt-à-porter, która odwołuje się do najlepszych tradycji świata mody (stąd też na flakonach i opakowaniach znajdziemy sylwetkę ich autorki dumnie przechadzającej się po wybiegu). To właśnie z tego powodu zapach Naomi Cambell Prêt-à-porter Silk Collection nawiązuje - zarówno swoją nazwą, jak i zawartymi w nim szlachetnymi ingrediencjami - do jedwabiu, czyli materiału, bez którego nie można by sobie wyobrazić najbardziej ikonicznych modowych kreacji. To zapach owocowo-kwiatowy, lekki, ale wyrazisty, charakteryzujący się aromatami m.in. bergamotki, mandarynki i pomarańczy, oraz jaśminu, wanilii, wetywerii i drzewa cedrowego. Nowością w tej linii zapachów pozostaje Prêt-à-porter Absolute Velvet. Jeśli zapach Naomi Cambell Prêt-à-porter Silk Collection odwoływał się do wyjątkowości jedwabiu, Naomi Campbell Prêt-à-porter Absolute Velvet nawiązuje do szlachectwa aksamitu. To świetny pomysł na świąteczny prezent: wyszukany, elegancki i pełen klasy (zresztą - już sama szyjka butelki sugeruje takie ich przeznaczenie, gdyż została owinięta aksamitną wstążką). W tym eleganckim, zmysłowym i kobiecym zapachu odnajdziemy aromaty czerwonych owoców, fiołków i piżma. Owszem - prosto, ale jakże przy tym wymownie!  

Tekst powstał we współpracy z marką Naomi Campbell.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje