Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Jarosińska nie mieszka już w Polsce

Po wygranej walce z depresją Monika Jarosińska stara się nie oglądać wstecz. By odzyskać równowagę, musiała jednak wyprowadzić się z Polski na Maltę. Tam też nie wszystko układało się tak, jak chciała. Zaczęła pogrążać się w smutku, przyszła nerwowość i czarnowidztwo.

Reklama

"Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak trudną sprawą jest emigracja. Początki nie były łatwe i nic nie było takie, jak sobie wymarzyliśmy. Mąż szybciej się tam odnalazł, podczas gdy mnie to wszystko przytłaczało. Teraz widzę to w ogóle inaczej. Nasza sytuacja ustabilizowała się. Mąż ma świetną pracę, Malta jest fantastyczna, ludzie są przemili, a ja odnalazłam spokój, którego nigdy tak naprawdę nie szukałam. Ja, osoba egocentryczna, która  zawsze musi być w centrum uwagi, mam czas i ochotę opiekować się domem, sadzić kwiatki, bawić się z naszymi psami. Będąc w Polsce, jestem niczym komandos w akcji. Na Malcie ładuję akumulatory na kolejną misję. Odczarowałam to miejsce. Dałam szansę tej wyspie i sobie na niej. Mam swoje ulubione miejscówki, mam nowych znajomych, czuję się tam jak w domu. Klarują się też nowe możliwości zawodowe".

Na razie jednak aktorka co trzy tygodnie wsiada w samolot i przylatuje do kraju. Tutaj bowiem ma pracę. Początkowo loty były dla niej bardzo męczące, z czasem jednak przywykła, a nawet polubiła je.

"Latam w kółko tam i z powrotem. Na początku bardzo mnie to męczyło. Teraz już się przyzwyczaiłam. To tylko dwie i pół godziny lotu" - śmieje się.

Jest szczęśliwa, czuje się osobą wartościową. Poza serialem "Dziewczyny ze Lwowa" robi też wiele innych rzeczy, stawia sobie nowe cele, nie boi się nowych wyzwań. Wyjście z choroby zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie.

"Nie muszę nikomu za nic dziękować. Bo wszystko, cały ten proces, całą tę robotę wykonałam sama. Już nie próbuję naprawiać przeszłości. Ani jej, ani ludzi. Wyleczyłam się z tego. Uważam, że każdy ma swoją drogę. Nauczyłam się zdrowego egoizmu".

Problemem nadal jest dla niej wygląd i... nadchodząca starość. Choć regularnie stosuje botoks i zabiegi odmładzające, wciąż nie jest zadowolona ze swojego wyglądu.

"Czasami mnie to przeraża, a czasem nie. Jednego dnia mówię sobie np.: "o rany, coś mi tu wisi, coś lata, coś trzeba z tym zrobić. Innym razem patrząc w lustro myślę: 'nie jest źle!'. Zdaję sobie sprawę, że 10 czy 15 lat temu byłam młodsza, atrakcyjniejsza i nie miałam opadających 'chomików'. Jednak kobieta potrafi być piękna i atrakcyjna w każdym wieku, jeśli tylko zechce".

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Monika Jarosińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje