Przejdź na stronę główną Interia.pl

Lucyna Malec wiele wycierpiała w swoim życiu. Choroba córki to nie wszystko

Lucyna Malec (52 l.) już nie zadaje sobie pytania, dlaczego właśnie ją to spotkało. Jednak z każdym dniem coraz bardziej boi się, co będzie z Zosią, gdy jej zabraknie...

Wiele czasu musiało upłynąć, zanim zdecydowała się publicznie opowiedzieć o najbardziej traumatycznym doświadczeniu w swoim życiu. Lucyna Malec do dziś nie potrafi powstrzymać łez, gdy wraca wspomnieniami do tamtego dnia.

Reklama

"Choć to było dwadzieścia lat temu, nadal tkwię na tej sali porodowej" - mówi. 

To wtedy splot dramatycznych wydarzeń sprawił, że jej córka Zosia (20 l.) jest niepełnosprawna i nigdy nie będzie zdolna do samodzielności.

"Przywykłam, ale ciągle się boję, a nawet coraz bardziej, co stanie się z moim dzieckiem, gdy odejdę z tego świata. Ja muszę być nieśmiertelna" - przekonuje Malec.

Dla niektórych brzmi to jak zaklinanie rzeczywistości, ale trudno nie zrozumieć uczuć matki, która drży o przyszłość własnego dziecka. Dziś już nie dręczy się pytaniem "dlaczego?". Być może właśnie tak miało wyglądać jej życie. Ale gdy w 1989 r. Lucyna skończyła warszawską PWST, cały świat stał przed nią otworem.

Czuła, że spełniają się jej największe marzenia. Już w dzieciństwie, gdy jako trzylatka debiutowała na scenie, wiedziała, że zostanie aktorką. I skradła przedstawienie swojej starszej siostrze, która w domu kultury w Bielsku-Białej tańczyła przed publicznością rosyjski taniec.

"Też chciałam tańczyć i zrobiłam taką awanturę, że dla świętego spokoju postanowiono obsadzić również mnie. Na koniec wnoszono mnie w pudle na scenę. Zebrałam największe brawa" - opowiada ze śmiechem. 

Po studiach równie zaciekle walczyła o etat w Teatrze Kwadrat i znów osiągnęła swój cel. Przyszłość widziała w jasnych barwach, u jej boku pojawił się mężczyzna. Przystojnego prawnika poznała podczas wakacyjnej pracy w Szwecji, gdzie oboje... zbierali truskawki.

Dowiedz się więcej na temat: Lucyna Malec

Reklama

Reklama

Reklama