Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Krzysztof Krawczyk nie stronił od używek! Alkohol i narkotyki były na porządku dziennym

To jednak nie koniec. W drugiej połowie lat 80. Krawczyk trafił do lekarza-lekomana, pod którego wpływem mężczyzna zaczął nadużywać leków. 

Reklama

"Powiedział mi wtedy, że da mi zastrzyk, po którym będę wręcz skakał po scenie. Na moje problemy ze snem też mi dawał odpowiednie tabletki. I tak powoli zacząłem nosić przy sobie torbę pełną leków, które nie były dostępne bez recepty" - wyznał po latach. 

Wydawać by się mogło, że mnogość i intensywność tego typu doświadczeń to prosta droga do uzależnienia, z którego będzie bardzo ciężko wyjść. Pan Krzysztof zapewniał jednak, że pomimo licznych kontaktów z używkami, nigdy się nie uzależnił i rzucił wszystko z dnia na dzień. 

"Nigdy nie uzależniłem się od narkotyków czy alkoholu. Mam odporność na używki. Paliłem skręty, brałem kokainę. Pracowaliśmy całą dobę i kawa nie zawsze pomagała. Jednego dnia jednak rzuciłem wszystko. Ot, tak. Pan Bóg mnie strzegł" - deklarował w "Fakcie". 

Zmianę nawyków Krawczyk przypisywał nie tylko swojej religijności, a przede wszystkim ukochanej żonie, Ewie. To ona miała kompletne odmienić jego życie i to dla niej porzucił znane dotąd rozrywki i ponownie zwrócił się ku wierze w Boga. 

" Moja ukochana Ewa... Ona wypełniła lukę w moim życiu. Sprawiła, że stało się ono pełne i prawdziwe. Dzięki temu wiem, co jest tak naprawdę ważne. Zjawiła się w chwili, gdy miałem już za sobą wiele doświadczeń. Nie byłem już białą kartą. Pojawiła się kobieta cud, która wyrzuciła mi te wszystkie świństwa i powiedziała: Ja będę twoją lekomanią!" - zachwycał się żoną w gazetach. 

Po latach wokalista przyznał się do rekreacyjnego zażywania marihuany i lobbował na rzecz legalizacji jej medycznej odmiany. W swoim stylu potrafił też z tego żartować. 

"Przede wszystkim trzeba zacząć od medycznej marihuany, która pomaga chociażby chorym na padaczkę, a nadal jest nielegalna. Należałoby wreszcie przebić tę ścianę. Ale nie widzę też problemu w rekreacyjnym kurzeniu gandzi. Niestety, ja nie mogę teraz tego robić ze względu na astmę. A dobrze wiem, że na bóle trzustki, żołądka czy zwyczajne uspokojenie marihuana wielokrotnie mi pomogła. Po trawie nawet ja zachowuję się jak aniołek, choć potrafię wpierdolić pół krowy" - śmiał się w rozmowie z "CKM".  

Życiowe doświadczenie nakazywało mu jednak w przestrzeganiu młodych przed szaleństwami związanymi z używkami, którego w jego mniemaniu mogły prowadzić do totalnej destrukcji. 

"Nie każdy ma charakter, żeby umiejętnie korzystać z gandzi i łatwa dostępność do zioła mogłaby skłonić ludzi do dalszych, o wiele bardziej niebezpiecznych eksperymentów. Żyję już trochę na tym świecie i widziałem różne sytuacje. Narkotyki potrafią zniszczyć każdego. Młodzi, chcąc eksperymentować, biorą się często za tanią amfę albo psują sobie głowę głupotami w stylu LSD czy grzybków halucynogennych. A zdarza się, że przygoda z twardymi używkami kończy się hermanem, jak heroinę nazywa Maleńczuk" - martwił się na łamach wspomnianego wyżej magazynu.

Trzeba przyznać, że szczerość Krzysztofa Krawczyka i bezkompromisowe rozliczanie się z przeszłością przysporzyły mu ogromnej sympatii publiczności. Nie wybielał się, odważnie mówił o błędach i swoim kolorowym, czasami przesadnie szalonym życiu. Żył na swoich zasadach i takim go zapamiętamy!

***
Zobacz więcej materiałów wideo:

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Krawczyk | pogrzeb Krzysztofa Krawczyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »