Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jan Komasa: Oscar za rodzinę

Jan Komasa (38 l.), reżyser "Bożego Ciała", podobnie jak jego tata aktor pozostał wierny pierwszej ukochanej. Komasowie uważają, że sukces zawodowy jest możliwy dzięki miłości bliskich.

Film Jana Komasy "Boże Ciało" nominowany do Oscara! - krzyczą nagłówki gazet. - To dla mnie i zespołu ogromne wyróżnienie - wyznał 39-letni reżyser. Dodał, że entuzjastyczny odbiór produkcji zaskoczył nie tylko ekipę, ale też najbliższą rodzinę twórcy.    

Reklama

Od najmłodszych lat żył otoczony sztuką. Jego tata, Wiesław, jest aktorem i reżyserem. Mama, Gina, śpiewała w zespole Spirituals and Gospel Singers.

Janek urodził się w Poznaniu, lecz gdy miał siedem lat, rodzina przeprowadziła się do stolicy. W ich mieszkaniu na warszawskim Grochowie panował gwar. Po pierworodnym na świat przyszły bliźniaki Szymon i Maria, a potem Zofia. Wszyscy uczęszczali do szkoły muzycznej. Z jednego pokoju dochodziły dźwięki pianina, z drugiego klawesynu lub wiolonczeli.

Wiesław recytował na głos teksty, do tego poszczekiwał pies. Mama bardzo dbała, by dzieci mogły się wszechstronnie rozwijać. Wymagały jej uwagi.

- Nie udałoby się to, gdyby żona w pewnym momencie nie poświęciła kariery dla domu. Sztuka jest bezwzględna i wymaga całkowitego zaangażowania - wspomina Wiesław.

Budżet mieli ograniczony, więc Gina sprzedała swoje BMW i kupiła fiata 126p. Fundusze przeznaczyła na lekcje angielskiego, tenisa, jazdę konną, basen, taniec.

- "Maluchem" jeździliśmy we czwórkę z dwiema wiolonczelami. Nikt nie narzekał, każdy widział w tym sens - mówi Szymon. Gina pragnęła, by jej dzieci odnalazły swoje pasje. Powtarzała, że muszą być silne, mieć twardą skórę, nie mogą się poddawać.

Po całym dniu dowożenia ich na różne zajęcia znajdowała energię, by wieczorem wyskoczyć z mężem do kina czy teatru. Są idealnym małżeństwem. 

- Z sukcesem zawodowym jest tak, że nasz udział w nim nigdy nie będzie stuprocentowy, natomiast w rodzinie wszystko zależy od nas, od odpowiedzialności, poświęcenia i dojrzałości emocjonalnej. Kariera kosztem rodziny jest tragedią - wyznał Wiesław podczas spotkania u szczecińskich jezuitów.

Ważną rolę w życiu Komasów odgrywała wiara. - W czasach PRL środowiska artystyczne, w tym moi rodzice, znajdowali w kościele schronienie intelektualne - podkreśla Jan, którego ochrzcił dominikanin, ojciec Jan Góra.  

Kingę, swoją żonę, poznał w podstawówce. Od razu spytał, czy będzie z nim chodzić. Zdecydowali się na różne licea, ale spotykali się w szkole muzycznej. Grali na fortepianie sonatiny na cztery ręce. Kinga miała piękne oczy, pełne usta, francuską urodę. Przed jej maturą okazało się, że zostaną rodzicami. Miał 19 lat.

- Nie było to dla nas problemem. Wcześniej już mówiłem do jej rodziców "mamo", "tato" - wspomina.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jan Komasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje