Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Irena Santor: Zrobiłam raban na szpitalnym korytarzu

Jej Zbyszek odszedł... Choroba i śmierć tak drogiej sercu osoby zmieniła i jej życie. - Nauczyłam się dyscypliny. Wiem, że nie mogę tyle, co inni. Kiedy dostaję informację od organizmu, że jestem słaba, to muszę się położyć. Nic na siłę, nic szybko, bo ja byłam bardzo szybka. Ktoś nie zdążył powiedzieć, a ja już robiłam - opowiadała.

Reklama

Od 19 lat propaguje profilaktykę zdrowia wśród kobiet.

- To jest bardzo ważne, aby się badać! Trzeba o to dbać - mówi pani Irena. Ona sama od lat pilnuje tego solidnie. Choroba zmienia, bo inaczej ocenia się świat. Wokalistka mówi, że po chorobie zaczęła cenić życie potrójnie.

- Życie to mgnienie oka, wykorzystaj je, rozwijaj się! - to się wie po chorobie, choroba bardzo ustawia do pionu... Uświadomiłam sobie, że myślenie, powoli, zrobię to później, było miłe, ale ja nie wiem, ile czasu mam do wykorzystania, dlatego będę rozglądała się po świecie do śmierci i jeden dzień dłużej - mówiła Irena Santor w jednym z wywiadów.

Dodała jeszcze, że myśli o śmierci, chociaż jej nie akceptuje. - Uczę się, by godnie ją przyjąć, gdy stanie przede mną. A zapytana, co najbardziej podoba jej się na świecie, opowiada pięknie: - Istnienie. Życie! Fakt, że miałam to szczęście, że powstałam, jestem i uczestniczę w czymś niewyobrażalnym... Wiem, że jestem wybrańcem, żyję, mogę pójść na spacer albo pojechać do Krakowa. Nie nadaję się do wygłaszania złotych myśli, ale zastanawiam się, dlaczego czasem ludzie tak mało cenią życie. Nie myślą o tym, że mogą być, kochać, doznawać, zobaczyć, powąchać - mówi. - Świat jest wspaniały. Proszę spojrzeć na przyrodę. Jest zima, ale potem nastaje wiosna. Jest odradzanie. I jest nadzieja!

***


Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama