Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Irena Santor: Oskarżono ją o współudział w morderstwie! Sprawa trafiła nawet do sądu...

Lada moment minie dokładnie 60 lat od dnia, gdy w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym zginęła 22-letnia wschodząca gwiazda polskiej piosenki Ludmiła Jakubczak. Pojawiła się plotka, że doszło do zbrodni doskonałej, którą zaplanowali jej mąż, kompozytor Jerzy Abratowski i... piosenkarka Irena Santor (86 l.)!

Rok 1961 Irena Santor wspomina jako jeden z najważniejszych w swojej karierze. Dwa lata wcześniej odeszła z zespołu Mazowsze, z którym była związana przez niemal dekadę, właśnie nagrała jako solistka swój pierwszy wielki przebój "Embarras" (posłuchaj!) i została zaproszona do udziału w 1. Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Sopot'61 mającym odbyć się w Hali Stoczni Gdańskiej. 

Bardzo się cieszyła, że do konkursu zakwalifikowano także jej młodszą o pięć lat przyjaciółkę - uwielbianą już wtedy przez publiczność Ludmiłę Jakubczak, której piosenka "Gdy mi ciebie zabraknie" została okrzyknięta przez czytelników "Expressu Wieczornego" najpopularniejszą polską piosenką powojenną.

Reklama

Były naprawdę blisko

Irena Santor kochała Lusię (tak przyjaciele nazywali Ludmiłę) jak siostrę, a jej męża Jerzego Abratowskiego uważała za jednego z najzdolniejszych muzyków i kompozytorów w kraju. Irena i Ludmiła nigdy ze sobą nie rywalizowały... Santorka co prawda troszkę zazdrościła koleżance piosenki "Szeptem" oraz talentu do wyszukiwania na pchlich targach nieprawdopodobnie pięknych sukienek, ale na tym koniec. 

"Wspierałyśmy się. Byłyśmy naprawdę blisko" - opowiadała Irena Santor w programie telewizyjnym poświęconym Ludmile.

Na festiwalu Sopot'61 obie piosenkarki wystąpiły podczas tzw. Dnia Polskiego i - choć konkurencja była naprawdę ostra (w tym samym koncercie zaśpiewali też m.in. Violetta Villas, Sława Przybylska i Jerzy Połomski) - obie dostały nagrody za interpretację. 

Po festiwalu ich drogi na kilka miesięcy się rozeszły, bo każda miała zakontraktowanych wiele koncertów. Spotkały się dopiero 4 listopada w studiu łódzkiej telewizji na próbie przed emitowanym następnego dnia programem "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna". 

Irena Santor pamięta, że Ludmiła nie była zadowolona z sukienki, w jakiej miała wystąpić i zadzwoniła do męża, by przywiózł jej z Warszawy inną. 5 listopada rano Jerzy Abratowski zjawił się w Łodzi ze wskazaną przez ukochaną kreacją.

Ostatnia wspólna kolacja

Po programie, a ten zakończył się punktualnie o godzinie 18.30, wszyscy wykonawcy poszli razem na kolację do restauracji "Syrena" znajdującej się w łódzkim Grand Hotelu. Ludmiła i Jerzy siedzieli przy jednym stoliku z Ireną Santor i Lucjanem Kydryńskim. 

"Wypiliśmy z paniami po dwa kieliszki wódki, Jurek nie pił, bo miał jeszcze tego wieczoru prowadzić samochód, omawialiśmy nasz występ i snuliśmy wspólne plany na przyszłość" - wspominał później Kydryński na łamach "Przekroju". 

Kolacja w "Syrenie" zakończyła się około 21.00. Jerzy Abratowski zaproponował Irenie Santor, by - zamiast zostawać na noc w hotelu - pojechała z nim i Lusią do Warszawy. Lucjan Kydryński odradzał im jazdę w nocy, bo akurat zaczął padać śnieg. Jerzy postanowił jednak wracać. Obiecał jednak konferansjerowi, że będzie bardzo ostrożny. 


Tragiczny wypadek

W drodze do Warszawy, gdzieś między Łodzią a Sochaczewem, Abratowski potrącił, a przynajmniej tak mu się wydawało, jakieś zwierzę. Wkrótce potem, a byli już niecałe czterdzieści kilometrów przed Warszawą, citroen kompozytora wpadł w poślizg i uderzył prawym bokiem w stojące przy drodze drzewo. Ludmiła Jakubczak, siedząca obok męża, straciła przytomność. Jerzy zatrzymał ciężarówkę wojskową i ubłagał kierowcę, by zawiózł jego żonę do najbliższego szpitala. 

Było kilka minut po północy, gdy Ludmiła zmarła w drodze do Grodziska Mazowieckiego. W szpitalu stwierdzono, że miała złamaną podstawę czaszki i to było bezpośrednią przyczyną zgonu. 

Jerzy Abratowski i Irena Santor wyszli z kraksy z niewielkimi obrażeniami. 

Plotki i insynuacje

Tuż przed pogrzebem Ludmiły cała Polska plotkowała, że śmierć piosenkarki nie była przypadkowa. Pojawiły się insynuacje, że Lusia padła ofiarą... jadących z nią feralnej nocy męża i przyjaciółki, którzy zaplanowali morderstwo doskonałe i z zimną krwią go dokonali. 

11 listopada 1961 roku podczas uroczystości na warszawskich Powązkach ktoś krzyknął w kierunku pogrążonego w żałobie Jerzego Abratowskiego, że jest mordercą. Towarzyszący Ludmile Jakubczak w jej ostatniej drodze tłum aż trząsł się od powtarzanych z ust do ust plotek, że kompozytor zabił żonę, bo ta odkryła, że ma romans z... Ireną Santor!

"Zostałam posądzona o to, że byłam powodem tego wypadku" - wyznała Irena Santor wiele lat później, wspominając tamten dzień w filmie dokumentalnym "Ludmiła". 

Skończyło się w sądzie

Piosenkarka, na oczach której zmarła Lusia, bardzo długo nie potrafiła otrząsnąć się z traumy. W dodatku, opłakując śmierć przyjaciółki, musiała stawić czoła oskarżeniom, że razem z Abratowskim "pozbyła się rywalki". Szczególnie ostro atakowała ją jedna z fanek Ludmiły Jakubczak.

Kobieta przez kilka miesięcy prześladowała Irenę Santor, która w końcu nie wytrzymała i, gdy stalkerka zaczęła jej grozić śmiercią, oddała sprawę do sądu. 

"Ta dziewczyna ubzdurała sobie, że to ja spowodowałam śmierć Ludmiły" - opowiadała w rozmowie z "Twoim Stylem". 

Sąd nakazał prześladowczyni Ireny Santor przeprosić piosenkarkę za pomówienia i zakazał jej rozpowszechniać jakiekolwiek plotki na temat wypadku, w którym zginęła Ludmiła Jakubczak. 

Przy okazji potwierdzono oficjalnie, że pogłoski o romansie Ireny i Jerzego to niedorzeczne bzdury nie mające pokrycia w rzeczywistości. Abratowski był przecież do szaleństwa zakochany w żonie. Irena Santor w końcu odzyskała spokój. Niestety, Jerzy Abratowski, nigdy nie pogodził się ze śmiercią Ludmiły, a oskarżenia, że się jej pozbył, doprowadziły go do depresji. Kilka lat po tragicznych wydarzeniach na drodze z Łodzi do Warszawy wyjechał do Ameryki, żeby - jak sam mówił - uciec przed linczem. 

Choć ożenił się ponownie i z drugą żoną doczekał się syna, do końca życia kochał Lusię. 28 stycznia 1989 roku został zastrzelony przez bandytów dokonujących napadu na jeden z banków w Los Angeles, w którym znalazł się przez przypadek.

***
Zobacz więcej materiałów wideo:

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Irena Santor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »