Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Hanna Banaszak: Plotki o romansie z premierem niemal zniszczyły jej karierę. Jak żyje dziś?

Naprawdę nie znam tego pana

Hanna Banaszak po koncertach starannie zamykała na klucz drzwi garderoby i nie reagowała na pukanie natrętów. Znacznie trudniej było opędzić się od plotek. Artystka była wtedy związana z Pawłem Rakowskim, producentem muzycznym. Ktoś czegoś nie dosłyszał, ktoś coś przekręcił i w Polskę poszła wieść, że piosenkarka jest kochanką... Mieczysława Rakowskiego, publicysty, wicepremiera i premiera.

Reklama

Plotka obrastała coraz to nowymi szczegółami. Wedle jednej z wersji zakochani pojechali do Moskwy, by wziąć ślub, na którym był obecny generał Wojciech Jaruzelski. Co więcej, ponoć to generał, konserwatywny obyczajowo, nalegał na sformalizowanie tego związku. Piosenkarka niestrudzenie dementowała pogłoski, powtarzając, że rzeczywiście jest związana z Rakowskim, ale Pawłem. Na koncertach i w wywiadach prostowała z uśmiechem: "Nie, naprawdę nie znam tego pana", myśląc o polityku, lecz niewiele to pomagało.

Wbrew swoim zasadom, pojawiła się nawet z Pawłem Rakowskim w programie "Pegaz". Ale ludzie, jak to ludzie, "wiedzieli swoje".

Kiedy zaś jedne pogłoski ucichły, pojawiały się inne. Wedle nich Mieczysława Rakowskiego boleśnie dotknęło tak stanowcze zaprzeczanie romansowi, jakby związek z nim kompromitował piosenkarkę. Trudno się dziwić, że po takich doświadczeniach Hanna Banaszak do dziś strzeże niezwykle pilnie swojej prywatności. Najlepiej czuje się w rodzinnym Poznaniu.

Prawdziwi artyści są kotami

"Mój dom niczym się nie różni od innych domów" - mówi. "Jest skromny, mały i nie ma nic wspólnego z przepychem. Moi przyjaciele czasem mówią, że miło im u mnie i są zaskoczeni jego normalnością. To moje, jak to sama nazywam - sanatorium. Tu odpoczywam, liżę rany i rodzę kolejne pomysły. Córka już dawno ze mną nie mieszka, zdobywa swoje sukcesy w Anglii. Studiowała tam fotografię. Na jednym z prestiżowych konkursów modowych w Londynie została fotografem roku. Na szczęście często do matki przyjeżdża".

Swoim drugim domem piosenkarka nazywa samochód. Prowadzi zwykle sama, pokonując setki kilometrów w drodze na koncerty i bardzo to lubi. Obserwuje przestrzenie, kolory nieba, różnorodność zabudowań. Nawet w szarzyźnie pogody dostrzega coś niebanalnego.

"Wystarczy tylko umieć to zauważyć. Przez lata fotografowałam wszystko, co w danym momencie wzbudzało moje zaciekawienie. Najczęściej były to pejzaże, potem zafascynowała mnie psychologia portretu, a także małe, prawie niezauważalne detale. Cały świat jest dla mnie jednym wielkim kadrem. Wszystko dzielę na wycinki. W oczach mam mały obiektyw. Jak na razie nie korzystam z aparatów cyfrowych. Bawi mnie wyszukiwanie prawdziwego światła i kolorów - bez komputerowej obróbki" - podkreśla.

Co więcej, podróże zainspirowały ją do próby poetyckiej. "Zainteresowały mnie nazwy polskich miasteczek - mówi artystka. - To niezwykły zbiór zabawnych określeń. Spontanicznie spróbowałam się nimi zabawić. 'Słowa' obudowywałam treścią. W ten sposób powstał stos wierszyków, które wydałam w tomiku 'Zamienie Samolubie na Szczodruchy'. Tytuł to oczywiście nazwy trzech miejscowości".

Piosenkarka jest także entuzjastką jazdy na rowerze. Projektuje i wytwarza biżuterię. I wciąż łączy dwie sprzeczności - znana dobrze jako artystka, pozostaje tajemnicza jako człowiek.

"Prawdziwi artyści są kotami - mówi. - Jak one, idą drogą wolności. Szukają swego wyrazu. Nie podporządkowują się wszelkim modom, wzorcom czy innej łatwiźnie. Wiedzą, że sztuka jest wolna od schematów i ram".

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje