Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ewa Gawryluk przeszła przez prawdziwe piekło. Dziś jej sekrety wychodzą na jaw!

Dziś Ewa Gawryluk (52 l.) wiedzie szczęśliwe życie. Jest spełnioną aktorką, żoną i dumną matką. Niestety, nie zawsze tak było. W przeszłości przeszła przez piekło. W dzieciństwie często padała ofiarą szkolnej przemocy. Była bita i wyzywana. Powód jej szkolnych prześladowań zaskakuje.

"Mam fantastyczną córkę i wspaniałego męża. Czego chcieć więcej?" - cieszy się Ewa Gawryluk

Reklama

Niedawno obchodziła z ukochanym 20-lecie małżeństwa, a wkrótce 20 świeczek na torcie zdmuchnie Marysia, ich córka. Jest oczkiem w głowie rodziców. Tak było, od kiedy pojawiła się na świecie. Oboje zrezygnowali z pracy w teatrze, by zająć się maleństwem. Ewa wiedziała, jakie to ważne, bo przed laty jej rodzice nie mieli dla niej dużo czasu. Stale czekała na tatę. Był gościem w domu, często wyjeżdżał w delegacje. Mieszkali w Miastku na Pomorzu. Mamy też ciągle nie było, bo pracowała w PSS "Społem". 

"Lubiłam do niej wpadać w ciągu dnia" - wspomina aktorka. 

Ważną rolę w jej życiu odgrywała cztery lata starsza siostra Małgosia, która lubi się przekomarzać, że wychowała Ewę. Musiała znosić zabieranie zabawek i fakt, że mama ubierała ją jak małolatę - kupowała im takie same ciuchy.

"Gosia uchodziła w rodzinie za tę ładniejszą. Miała długie, jasne, kręcone włosy, a mnie obcinano na krótko. Wielu myślało że jestem chłopcem" - przyznaje Ewa. 

Któregoś dnia podsłuchała, jak ojciec mówi, że wolałby mieć syna. Jakby tego było mało, wyglądała jak chucherko. Kiedy szła do pierwszej klasy, ważyła zaledwie 16 kilogramów. Dzieci wyczuły jej słabość i bywały okrutne. Przezywały ją, a nawet biły. Mała Ewa czuła się brzydka, gorsza od rówieśników. Z kompleksów wyleczyła się dzięki miłości. W liceum zakochała się w najprzystojniejszym chłopaku w mieście, Tomku. Z wzajemnością, co potrafił okazać ukochanej. Młodzieńcze uczucie nie przetrwało, bo Ewa wyjechała z Pomorza, by studiować aktorstwo. Nie przyjęto jej w Warszawie, ale warunkowo dostała się do łódzkiej filmówki. 

Z początku nie szło jej najlepiej, lecz już pod koniec drugiego roku dostała pierwszą rolę. Zauważono ją, przyszły kolejne propozycje. W środowisku rozeszła się wieść, że jest zdolna. Zaproponowano jej pracę w Teatrze Współczesnym w Warszawie, grała w Teatrze Telewizji, pojawiła się na szklanym ekranie. 

I mimo, że wciąż nie uważała się za piękność, została okrzyknięta symbolem seksu. Choć kariera nabrała rozpędu, nie szło to w parze ze szczęściem w życiu osobistym. Rozpadały się jej kolejne związki, w tym ten najdłuższy, z Piotrem Zeltem. 

Popadła w depresję, szukała ratunku na psychoterapii. Kiedy wreszcie się pozbierała, obiecała sobie nie wchodzić pochopnie w relacje. Waldemara Błaszczyka (46 l.) zobaczyła na plakacie i pomyślała, że to kolejny cwaniak z Warszawy, który otrzymał rolę po znajomości.

Ale gdy ujrzała go na scenie, zmieniła zdanie - zachwyciła się. Wiedziała, że mieszka z jej przyjacielem, Rafałem Mohrem, zadzwoniła z gratulacjami. Młodszy o kilka lat kolega speszył się. Od dawna chodził na wszystkie spektakle, w których grała. Podobała mu się, ale wydawała niedostępna, więc kiedy usłyszał w słuchawce jej głos, rzucił, żeby wpadła na obiad. 

***
Czytaj więcej na następnej stronie:

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Gawryluk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje