Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Edward Linde Lubaszenko: Wszyscy znają jego syna, a kim jest jego piękna córka?

Gdy stoją obok siebie, można by pomyśleć, że są parą. On, mimo upływu lat, ciągle dostojny i elegancki. W towarzystwie słynie z otaczania się pięknymi kobietami. Ona, efektowna brunetka o nieśmiałym uśmiechu, doskonale pasowałaby do jego ideału... Jednak tym razem wcale nie chodzi o romans. Bo właśnie w ten sposób na jednej z oficjalnych premier kilka lat temu Edward Linde-Lubaszenko (78 l.) zaprezentował swoją córkę Beatę Chyczewską (32 l.).

Dla wszystkich było to ogromne zaskoczenie. Do tego dnia większość sądziła, że ma jedynie syna Olafa Lubaszenkę (49 l.), którego urodziła mu pierwsza żona, aktorka Asja Łamtiugina (78 l.). Nie jest tajemnicą, że aktor po raz pierwszy został ojcem, gdy był już pod trzydziestkę. Jak sam niejednokrotnie przyznawał, marzył o tym, by sprawdzić się w tej roli.

Reklama

- Żona nie chciała dzieci, ale ja poczułem wolę bożą i bardzo chciałem mieć syna. Mieliśmy już na to warunki, 140-metrowe mieszkanie w pożydowskiej dzielnicy Wrocławia, nieźle też zarabiałem. Asja kiedyś sama się przyznała, że zakochała się w naszym Olafie, dopiero gdy się pojawił na świecie - podkreślał aktor w jednym z wywiadów.

Jednak nawet syn nie zdołał ocalić małżeństwa. Kilka lat później Asja Łamtiugina odeszła do innego mężczyzny. Aktor czuł się zraniony, ale też zdeterminowany, by żyć dalej i to bynajmniej nie samotnie. Na przestrzeni kilkunastu lat żenił się jeszcze trzy razy.

Ostatnią żonę, również aktorkę, Beatę Paluch (56 l.), poznał, gdy był już dobrze po czterdziestce. Była jego studentką. - To ona mnie poderwała - wspominał Edward Linde-Lubaszenko w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami.

- Miałem taki zwyczaj, że poza zajęciami przeprowadzałem indywidualne rozmowy ze wszystkimi studentami. Nie wiem już, co się zdarzyło, ale ją jakoś niechcący pominąłem. Przyszła do mnie z awanturą. No i się z nią spotkałem raz, drugi. W ten sposób zostaliśmy parą, a potem małżeństwem. Pięknym owocem tego małżeństwa jest nasza córka, też Beata.

Narodziny dziewczynki zaogniły już i tak trudne relacje z dorastającym synem. Nieraz Olaf Lubaszenko (49 l.) miał do ojca pretensje o to, że ten poświęcał mu zbyt mało czasu. W końcu doszło do tego, że przestał odbierać od swojego taty jakiekolwiek wiadomości. Aktor był zrozpaczony. W końcu zaapelował na łamach gazet: - Olaf, kocham cię! Zawsze będę twoim ojcem, zawsze gotów jestem ci pomagać. Chciałbym, aby syn to wiedział, żeby się opamiętał, zanim będzie za późno...

Po latach potrafił przyznać, że żal syna nie był bezzasadny. - On miał do mnie nawet pretensje, że faworyzuję jego przyrodnią siostrę. I miał trochę racji, ale co ja poradzę, że dla ojców córki są zazwyczaj przysłowiowym oczkiem w głowie. To nie znaczy, że są bardziej kochane - tłumaczył jeszcze niedawno aktor w jednym z wywiadów i podkreślał, że w jego rodzinie wszyscy mają trudne charaktery.

- Córka ma nawet satysfakcję, jak przyłapuje się na tym, że zachowuje się czasami podobnie jak ja. Na szczęście urodę odziedziczyła po mamie. Z kolei Olaf różni się ode mnie tym, że jest w stanie wszystko podporządkować filmowi, który kręci. Ja nigdy tego nie potrafiłem, zawsze wygrywało u mnie życie bankietowe.

Beata Chyczewska niewątpliwie ma szczęście. Pochodzi z aktorskiego klanu, ma kochających rodziców i mogła liczyć na ich wsparcie w każdej życiowej sytuacji. Nic więc dziwnego, że ostatecznie zdecydowała się na uprawianie artystycznego rzemiosła.

- Dorastałam w atmosferze teatru i ją chłonęłam. Był taki okres, kiedy się przeciw temu buntowałam, chciałam zaznaczyć swoją indywidualność i pokazać wszystkim, że ja będę robić coś innego. Jednak okazało się, że wszystko, za co się zabieram, i tak prowadzi mnie ku aktorstwu. Ostatecznie na szkołę teatralną zdecydowałam się w wieku 23 lat - mówi.

I choć czasem bywa ciężko, nie żałuje: - Wszystko, co robię, gdzieś krąży wokół aktorstwa. Prowadzę zajęcia teatralne dla dzieci, od pewnego czasu współpracuję z TVP3 Warszawa, gdzie zobaczyć mnie można w roli prezenterki w porannym programie "Warszawski Dzień". Na kwiecień planowana jest też premiera programu, w którym się pojawię i na który już teraz serdecznie zapraszam - mówi "Rewii" aktorka.

O dziwo jej sytuację zawodową bardzo korzystnie zmieniło to, że w wyniku małżeństwa porzuciła swoje panieńskie nazwisko. - Chciałam nazywać się tak jak mój mąż. Po jakimś czasie okazało się, że to bardzo zmieniło moją sytuację. I to na lepsze. Przestałam funkcjonować jako czyjaś córka lub siostra. Teraz przychodzę na casting jako ja sama i jest to bardzo dobre - przyznaje w rozmowie z "Rewią".

Właściwie jej kariera dopiero się rozkręca. Oprócz epizodu w serialu Julia nie miała jeszcze okazji zaprezentować pełni swoich umiejętności. Niebawem ma to się jednak zmienić, dzięki obecności w nowym serialu TVP Leśniczówka. - Poszłam na casting i po pewnym czasie odebrałam telefon z produkcji, że dostałam rolę. Bardzo cieszę się na tę przygodę. Wcześniej, jeszcze w czasie studiów, zagrałam epizod w serialu Julia. Teraz znów mam szansę pokazać się na małym ekranie w nowej odsłonie - mówi tygodnikowi.

Prywatnie gwiazda spełnia się jako mama 3-letniej już dziś córeczki Antonii. - To z pewnością najważniejsza rola w moim życiu. Po pojawieniu się córki na świecie bardzo zaangażowałam się w bycie pełnoetatową mamą. Ale teraz przyszedł już czas, by pogodzić to z karierą zawodową. Często wymaga to sporej gimnastyki, na szczęście mogę liczyć na wsparcie swojego męża i całej rodziny - przyznaje.

Podobno Edward Lubaszenko wspaniale realizuje się w roli dziadka małej Antonii. Ciekawe, czy i ona w przyszłości wybierze życie w świetle scenicznych lamp? Z takim dziadkiem nie jest to wykluczone.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Edward Linde Lubaszenko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje