Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Edward Linde-Lubaszenko: tajemniczy list zmienił jego życie

Wojenna zawierucha odcisnęła piętno na dzieciństwie Edwarda Linde-Lubaszenki (78 l.)...

Początek lat 60. Wrocław. Grupa rozbawionych studentów medycyny opuszcza bar. Rej wodzi Edward Lubaszenko. Donośnym głosem wykrzykuje łacińskie nazwy części układu pokarmowego. Trochę mu się mylą, bo ślęczenie nad podręcznikami to raczej nie jego specjalność. Zdecydowanie woli imprezy. Teraz też ciągnie towarzystwo do meliny, żeby kupić flaszkę bimbru.

Reklama

Nieco bardziej trzeźwy kolega radzi mu, by poszedł spać, bo nazajutrz czeka go wizyta w dziekanacie i przytomność umysłu się przyda.

Kiedy przekracza próg sekretariatu, jest już prawie pewny, że zostanie wyrzucony ze studiów. Ale tak się nie dzieje. Sekretarka wręcza mu tylko list, na którym starannym pismem ktoś wykaligrafował jego nazwisko. Kim jest ten pan? Nie opuszczając pomieszczenia, rozrywa kopertę i czyta pierwsze zdanie: - Jestem Pana ojcem.

Nogi się pod Edwardem uginają, gdy spogląda na dół kartki, gdzie widnieje nazwisko nadawcy: Julian Linde. A przecież jego ojcem jest Mikołaj Lubaszenko, oficer Armii Czerwonej! Postanawia natychmiast spotkać się z mamą i z nią porozmawiać. Gdy wchodzi do jej biura, zauważa, że wcale nie jest zaskoczona, jakby się spodziewała wizyty.

Kiedy czeka na nią w pobliskiej kawiarni, wraca wspomnieniami do dzieciństwa. Nie przypomina sobie czasu, w którym nie byłby w jego życiu obecny kapitan Lubaszenko. I trudno się temu dziwić, bo pojawił się on, kiedy Edek był całkiem mały.

Po zajęciu przez Armię Czerwoną Białegostoku we wrześniu 1939 roku, został zakwaterowany w mieszkaniu matki Edwarda. Mikołaj i Lidia szybko zostali parą. Rosjanin zaczął traktować Edka jak syna. Kiedy wybuchła wojna niemiecko-radziecka, Mikołaj Lubaszenko postanowił chronić swoją nieformalną rodzinę. Właśnie podstawiono pociąg sanitarny, który miał zawieźć rannych oficerów do Archangielska. Kapitan wsadził do ostatniego wagonu matkę z synem. Komendantowi transportu wręczył kartkę, na której napisał, że wiezie on Lidię i Edwarda Lubaszenków.

W ten sposób po raz pierwszy chłopiec został oficjalnie tak nazwany. I także pod tym nazwiskiem wrócił z mamą z tułaczki po Wschodzie. Trafili do Wrocławia, gdzie po wojnie dołączył do nich Mikołaj. Ich życie nie było usłane różami, nie tylko ze względu na powojenną biedę. Rosjanin chciał trzymać twardą ręką dorastającego chłopaka, który coraz bardziej się buntował. Jednak teraz to nie było ważne.

Edward chciał przede wszystkim dowiedzieć się od mamy, o co chodzi z tym Julianem Linde. Lidia zaczęła opowiadać historię swego życia. Jej mężem przed wojną był Niemiec szwedzkiego pochodzenia. Mieszkali razem aż do 1939 roku, kiedy urodził się Edward, a cztery tygodnie później w Białymstoku pojawili się pierwsi radzieccy żołnierze. Juliana przerazili czerwonoarmiści, którzy rabowali i napadali.

Bał się o swoje życie, chciał, by żona z malutkim synkiem wyjechała z nim do Niemiec, ale Lidia nie była w stanie sobie tego wyobrazić. Wtedy straciła, jak się jej wydawało na zawsze, kontakt z Julianem. Jej mąż został wcielony do Wehrmachtu, a potem dostał się do niewoli i spędził w niej wojnę.

Jak się później okazało, po uwolnieniu z obozu wrócił do Polski i szukał rodziny. Poszukiwania przerwał, bo został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa i spędził parę lat w więzieniu. Dopiero kilka lat później trafił na ślad żony. Kiedy Lidia doszła do wniosku, że Edward już nigdy nie dogada się z Mikołajem, postanowiła skontaktować syna z biologicznym ojcem.

Po spotkaniu z mamą Edward, nie zważając na to, że powinien chodzić na wykłady, pojechał do Polanicy-Zdroju, gdzie mieszkał jego ojciec. Długo rozmawiali, ale nie mogli znaleźć wspólnego języka. Zbyt dużo czasu upłynęło, zbyt wiele się wydarzyło.

Gdy Edward wrócił do Wrocławia, ponownie wezwano go do dziekanatu. Tym razem czekała na niego wiadomość, której mógł się spodziewać. Wyrzucono go z medycyny. Jak to on, postanowił uczcić to z kumplami w knajpie. Pił na koszt Juliana Linde, który jeszcze długo wspomagał go finansowo, aż do czasu, gdy Edward został znanym aktorem.

Po latach, pamiętając o ojcu i swoim pochodzeniu, postanowił zmienić nazwisko. Odtąd oficjalnie nazywa się Edward Linde- Lubaszenko.

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Edward Linde Lubaszenko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje