Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dorota Wellman szczerze o swoim małżeństwie: "Nasze życie nie jest kolorowe"

Dorota Wellman (57 l.) nie ukrywa, że w jej małżeństwie nie zawsze jest idealnie. Ale mimo różnic zdań, darzą się z Krzysztofem ogromnym zaufaniem. W wywiadzie dla "Na Żywo" szczerze opowiedziała o tym, jak naprawdę wygląda jej życie rodzinne i co jest dla niej ważne.

"Na Żywo": Wydawałoby się, że show-biznes nie sprzyja budowaniu rodziny. Jednak pani i mężowi udało się. Jaki jest państwa przepis na sukces? 

Reklama

Dorota Wellman: - Uważam, że sprzedawanie prywatności zawsze źle się kończy. Dlatego też Krzysztof nie przychodzi ze mną na imprezy. Rozgłos nie jest nam potrzebny do szczęścia. Doceniamy to, co dzieje się poza kamerami i obiektywami aparatów. Lans jest nam obcy. 

Czy w obiektywie męża czuje się pani tą najpiękniejszą? 

- Nie. Trudno jest pracować z własnym mężem. Krzysztof ciągle marudzi. Muszę mu pozować inaczej, niż bym chciała. Czasem mnie denerwuje, bo on ciągle robi zdjęcia, nie tylko wtedy, jak się na nie umawiamy, jednak nie zamierzam walczyć z jego pasją. Lubię również od czasu do czasu stanąć przed obiektywem kogoś innego.

A jak układają się państwa relacje na co dzień? 

- Nie jesteśmy z mężem parą idealną. Kłócimy się głośno, ostro wymieniamy poglądy. Nie mamy cichych dni. Jak jest coś nie tak, to staramy się wszystko naprawić. Nasze życie nie jest kolorowe. Bywały w nim kryzysy i kłopoty finansowe. Nieraz się mijamy, ale to nie są powody, żeby powiedzieć sobie do widzenia. Bardzo ufam mężowi. Poza miłością i małżeństwem łączy nas wielka przyjaźń. Po prostu się lubimy - to jest podstawa. 

Jak dba pani o męża i syna? 

- Staram się codziennie dla nich ugotować coś smacznego. Wyznaję zasadę, że prawdziwy dom to taki, w którym pachnie domowym obiadem i ciastem. 

Ale potrafi pani ich również zaskoczyć efektownym przyjęciem w plenerze... 

- To prawda. Mężowi urządziłam kiedyś urodziny w wagonie kolejowym. Powiedziałam mu, że pojedziemy pociągiem na zakupy do Piaseczna. Kiedy wsiadł do niego, mocno się zdziwił na widok gości. Maszynista zawiózł nas na polanę jednego z podwarszawskich lasów. Tam postawiliśmy stoły i jedzenie. Wielu moich znanych kolegów skakało później przez ognisko...

Tak przyjęci goście pewnie chętnie wracają? 

- Spotkania ze znajomymi organizujemy przynajmniej raz w miesiącu. Nie zawsze szykuję wystawne uczty. Czasem podejmuję zaproszone osoby pieczywem i oliwą. Trzeba jak najczęściej otaczać się bliskimi ludźmi. 

Pragnie pani wypełnić dom po wyprowadzce syna? 

- W sumie aż tak jej nie odczułam. Kuba jest częstym gościem u mnie i u męża. Chętnie korzysta z domowych obiadków u mamusi i wpada po zaopatrzenie, czyli po przysłowiowe słoiki. Poza tym to już dojrzały mężczyzna, który ma swoje życie i cieszę się z tego. 

Odziedziczył po pani tę otwartość na ludzi? 

- Myślę, że tak. Wiem, że bardzo często ma gości. Nieraz przychodzą do niego znajomi i zostają na noc. Rano przygotowuje im jajecznicę z 17 jajek. Cieszy mnie to, że lubi otaczać się ludźmi tak jak ja. 

***
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Dorota Wellman

Reklama

Reklama

Reklama