Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Beata Chmielowska-Olech: Najważniejsza jest dla mnie rodzina!

Kiedyś Beata Chmielowska- Olech (43 l.) obawiała się macierzyństwa, dziś uważa, że to najważniejsza rola w jej życiu. W jej żyłach płynie turecko-włoska krew. "Dobremu Tygodniowi" zdradza najciekawsze anegdoty z dziejów jej rodu...

Dobry Tydzień: Co łączy pani rodzinę z Adamem Mickiewiczem?

Reklama

Beata Chmielowska-Olech: Historia mojej familii wiąże się z losami naszego narodowego wieszcza. Otóż mój prapradziadek, powstaniec listopadowy, Antoni Łepkowski, należał do ścisłego grona osób towarzyszących pisarzowi w podróży do Konstantynopola w 1855 roku. Był też obecny przy jego śmierci w listopadzie tegoż roku. Prapradziadek Antoni na stałe osiadł w stolicy Imperium Osmańskiego. 

I tam ożenił się z Turczynką…

- Rzeczywiście, ale swego jedynego syna, Jana, wychował na wielkiego polskiego patriotę. Po latach to właśnie Jan Łepkowski, mój pradziadek, za swą działalność na rzecz II Rzeczpospolitej, decyzją Prezydium Rady Ministrów w Warszawie, został odznaczony 'Złotym Krzyżem Zasługi'. Wręczał mu go marszałek Józef Piłsudski podczas pobytu w Konstantynopolu w 1932 roku. Pradziadek Jan w latach 50. XX wieku uczestniczył w tworzeniu Muzeum Mickiewicza w Stambule, które funkcjonuje do dziś.

A co pani rodzina ma wspólnego ze słoneczną Italią?

- Mój pradziadek, wspomniany już Jan Łepkowski, zakochał się do szaleństwa w pięknej Włoszce – Clotilde Marketti, a potem się z nią ożenił. Pradziadkowie doczekali się czworga dzieci. Trzech synów: Marcela, Franciszka, Włodzimierza oraz córki, mojej babci – Marii. To właśnie ona na zawsze pozostanie dla mnie wzorem dumnej kobiecości, niewymuszonej elegancji, ale także wielkiej odwagi i bohaterstwa, jakim wykazała się walcząc o Polskę w Powstaniu Warszawskim, w batalionie „Iwo”.

Ma pani dwójkę dzieci, ale nie ukrywa, że do macierzyństwa musiała dojrzeć.

- Przyznaję, kiedyś posiadanie dziecka kojarzyło się mi z ogromnymi wyrzeczeniami, utratą figury, problemami. Wszystko zmieniło się jednak po urodzeniu syna i córki. Dzieciaki rzeczywiście wywracają świat do góry nogami i nic już nie jest takie samo, ale ten ogrom bezwarunkowej miłości i radości z każdego uśmiechu, kroku, pierwszych słów, rekompensuje wszystkie nieprzespane noce czy nadprogramowe kilogramy, których na szczęście prędzej czy później można się pozbyć. Na zawsze jednak zmieniają się priorytety. To ważna i potrzebna lekcja dla każdego człowieka. Gdy dzieci są starsze i nie wymagają już aż takiej opieki, to zdarza się, że chcemy wrócić do tej młodzieńczej beztroski i odnaleźć w sobie siebie sprzed lat.

Jest to możliwe?

- Teoretycznie nie jest to trudne, wystarczy odświeżyć stare kontakty. Jednak po chwilowej euforii i zachłyśnięciu się odzyskaną wolnością, zwykle dopada myśl, że to życie przed dziećmi, choć wesołe, było niepełne. Uważam, że posiadanie potomstwa to cudowny dar, ale nigdy nie namawiałabym na to kobiet, które nie są na taką rewolucję gotowe. To osobista, intymna i odpowiedzialna decyzja, mająca wpływ na całe dalsze życie.

Czego pragnie pani nauczyć syna i córkę?

- Staram się je tak wychowywać, aby byli szczęśliwi, umieli sobie poradzić w życiu i wyrośli na mądrych, wrażliwych ludzi. Chciałabym, aby w przyszłości mogli wzajemnie na siebie liczyć, przyjaźnili się jako rodzeństwo oraz wspierali.

Podobno w dzieciństwie wcale nie marzyła pani o dziennikarstwie…

- Jako mała dziewczynka chciałam być aktorką. Brałam udział w szkolnych przedstawieniach. Później występowałam w Zespole Pieśni i Tańca Varsovia, w którym tańczyłam prawie osiem lat. Nigdy nie porzuciłam marzeń o scenie. Po maturze skończyłam prywatną szkołę aktorską. Ostatecznie dostałam się na Uniwersytet Warszawski i tam zdobyłam tytuł magistra Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Ciągnęło mnie jednak do występów i przed kamerę. Do tego stopnia, że podczas studiów zgłosiłam się na egzaminy do Akademii Telewizyjnej. Zdałam i zostałam przyjęta na warsztaty. Tak zaczęła się moja, trwająca do dziś, przygoda z małym ekranem.

Jakie ma pani marzenia – zawodowe i osobiste?

- Zdrowia dla wszystkich, tego chciałabym najbardziej. Zawodowo spełniam się od przeszło 20 lat (w czerwcu minie 21!), ale mam apetyt na więcej. Więcej nowych projektów, twarzy wokół, powiewu świeżości i młodej krwi. Mam wiele pomysłów, ale nie chcę o nich opowiadać, żeby nie zapeszyć. Niech pozostaną moją słodką tajemnicą.

Rozmawiała:

Kinga Frelichowska

Dowiedz się więcej na temat: Beata Chmielowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje