Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Artur Barciś: Jego życie niemal w jednej chwili legło w gruzach!

Świat aktora rozsypał się niemal w jednej chwili. Artur Barciś (63 l.) uznał wówczas, że nie ma to dalej sensu. Gdyby nie spotkał ukochanej, mogło się to skończyć tragicznie...

Początek lat 80. ubiegłego wieku stał się chyba najtrudniejszym okresem w życiu Artura Barcisia (63). 

Reklama

"Wydawało mi się, że sobie nie poradzę, że gorzej być nie może – przyznawał po latach.

Kiedy u schyłku 1981 r. ogłoszono stan wojenny, powszechny bojkot telewizji sprawił, że 25-letni aktor znalazł się na zawodowym zakręcie.

Ale przecież pozostawał jeszcze teatr, w którym mógł występować.

Niestety, wtedy los się od niego odwrócił, a nieszczęście zaczęło gonić nieszczęście.

"Gdy zaproponowano mi rolę w filmie Janusza Dymka „Odlot”, musiałem odejść z teatru. To była desperacka decyzja, bo straciłem nie tylko etat, ale też służbowe mieszkanie. Film się nie ukazał, bo był o 'Solidarności'. Nie miałem pieniędzy, pracy, własnego kąta. W dodatku zdradziła mnie dziewczyna.  Byłem bliski pożegnania się ze światem" – wspominał.

Czekanie na zgodę teściowej

Barciś pogrążał się w depresji i ogarniały go coraz bardziej czarne myśli. Jednak nikt z jego otoczenia nie dostrzegł, że artysta jest na skraju załamania nerwowego.

A alkohol, który miał uśmierzyć ból, tylko go wzmacniał i potęgował rozpacz. 

"Pamiętam, że pijany, w nocy, poszedłem na most Śląsko-Dąbrowski i chciałem skończyć ze sobą. Do dziś nie wiem, co mnie powstrzymało" – przywoływał tamte dramatyczne chwile.

Na szczęście, zła passa się odwróciła. Niebawem, w wyniku różnych zbiegów okoliczności, dostał pracę w Teatrze Narodowym.

"W spektaklu 'Pan Tadeusz' w reżyserii Adama Hanuszkiewicza recytowałem koncert Jankiela, za co dostałem ogromne brawa. Z najbardziej nieszczęśliwego człowieka na świecie, stałem się tym najszczęśliwszym..." – opowiadał zadowolony.

Jednak największy wpływ na to, że jego życie przeszło metamorfozę, miała poznana w tym czasie, sześć lat od niego młodsza, atrakcyjna asystentka montażystki filmowej.

Kiedy pierwszy raz ujrzał ją na planie serialu 'Pan na Żuławach', od razu wiedział, że to kobieta, z którą chce spędzić resztę życia. 

Początkowo też miał pod górkę, bo wprawdzie jego szybkie oświadczyny zostały przyjęte, ale musiały upłynąć dwa lata, zanim zakochani wzięli ślub. Z podjęciem decyzji czekali bowiem na zgodę... mamy pani Beaty. 

"Koleżanki przyszłej teściowej zaczęły ją ostrzegać, czym ten związek może się skończyć. Aktor wykorzysta, a potem porzuci, rozwiedzie się, bo przecież wszyscy artyści się rozwodzą, że zrobi dziecko, potem drugie, ale już innej. Wszystko to sprawiło, że mama zastanawiała się, czy zaakceptować ślub, na czym bardzo nam zależało" – wspominał Barciś.

Dziś przyznaje, że związek z Beatą jest niczym wygrana na loterii, a wszystkie złe rzeczy, których doświadczył, tylko go wzmocniły. 

"Jestem optymistą, ale musiałem do tego dojrzeć. Zawsze, kiedy jestem zdołowany, staram się myśleć pozytywnie. To pomaga" – dodaje.

***

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Artur Barciś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »