Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Żmijewski nie rozstanie się z żoną dla synów

Aktor nie chce, by Karol i Wiktor przechodzili przez to samo, co on w dzieciństwie...

Kiedy po maturze stanął przed wyborem swej dalszej drogi życiowej, nie miał obok siebie nikogo, kto mógłby mu doradzić. Arturowi Żmijewskiemu (46 l.) brakowało wtedy bardzo męskiego autorytetu...

Reklama

"Moi rodzice się rozeszli. To było niedługo po mojej pierwszej komunii. Mama spakowała walizki i wyprowadziliśmy się do jej przyjaciółki. Z tej komunii zostało mi zdjęcie, jak siedzę u ojca na kolanach. Ten obraz jakoś silnie mi się utrwalił i jest we mnie do dzisiaj" - wspomina popularny aktor.

Zaraz po rozstaniu rodziców poczuł się bardzo odpowiedzialny za całą rodzinę. Za brata, mamę i babcię. To dlatego w młodości nigdy nie szalał. Nie chodził na imprezy, starał się nie przysparzać im żadnych trosk i problemów. To one go wychowały. To one obdarzyły ciepłem, nauczyły dobroduszności. Ale za ojcem tęsknił.

"Nie byłem trudnym dzieciakiem. Nie urywałem się z domu, rzadko chodziłem na wagary. Od najmłodszych lat mam duże poczucie odpowiedzialności, które blokuje szaleństwa. Na przykład nigdy nie pozwoliłem sobie na zawalenie czegoś, na co byłem z kimś umówiony" - mówi.

Te cechy charakteru są bardzo przydatne w zawodzie aktora, który Żmijewski ostatecznie wybrał. Już na samym początku studiów los zetknął go z legendą teatru Andrzejem Łapickim (†88). Ten wielki aktor został opiekunem jego roku. Było to spotkanie dla Artura niemal opatrznościowe.

Wielki mistrz wypełnił tę lukę w jego życiu, która pozostała po odejściu ojca. Co więcej, nauczyciel zawodu stał się również życiowym przewodnikiem. Zawsze wysłuchał, doradził. Przekazał młodemu człowiekowi to, czego nie dał mu jego własny ojciec - wzór męskich cnót i zachowań.

To dlatego po jego niedawnej śmierci Artur Żmijewski był bardzo załamany. "Takich ludzi jak on już nie ma. Był człowiekiem niezwykłym, miał to, co powinien mieć prawdziwy mężczyzna, znakomity aktor i wspaniały człowiek. Nauczył mnie wszystkiego, co potrafię, i wypuścił na głęboką wodę. Każde nasze spotkanie to była dla mnie niezwykła przygoda, wielkie przeżycie i nieustanna nauka" - mówi.

Teraz stara się zrobić wszystko, by mądrość życiową, której nauczył go jego mistrz, przekazać swoim synom - Karolowi (12) i Wiktorowi (10). W chwili gdy założył własną rodzinę, obiecał sobie i swojej żonie Paulinie (44), że bez względu na okoliczności nie dopuści do tego, aby jego dzieci choćby w minimalnym stopniu odczuły brak ojca i przeżywały to samo rozżalenie i zagubienie, które kiedyś było jego udziałem.

Aktor stara się więc spędzać z nimi każdą wolną chwilę. Świetnie pamięta, jak kiedyś pragnął rozmów, do których niestety nigdy nie doszło...

"Artur jest wspaniałym ojcem. Organizuje chłopakom męskie wyprawy, grają razem w piłkę i zawsze ma dla nich czas" - zdradza jego znajomy. I dodaje: "Jest bardzo świadomy tego, że ci dwaj chłopcy bardzo go potrzebują. I za żadne skarby nie chce ich zawieść".

BP

2/2013

Dowiedz się więcej na temat: Artur Żmijewski | rozwód | dzieci | dzieciństwo

Reklama

Wasze komentarze (253)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje