Reklama
Reklama

W życiu Joanny Brodzik rozegrał się prawdziwy dramat!

Dziś Joanna Brodzik (47 l.) nie ma powodów do smutku. Udało się jej stworzyć szczęśliwą rodzinę i wciąż uważana jest za jedną z piękniejszych polskich aktorek. Jednak nie zawsze tak było. Gwiazda w przeszłości musiała zmierzyć się z prześladowaniem ze strony rówieśników. Trudno uwierzyć, dlaczego była szykanowana.

Gdy była młodsza, nie lubiła wracać do trudnych wspomnień. Wyryły one piętno na jej osobowości. Jako dojrzała kobieta pogodziła się z przeszłością. Mówi o niej, by dodać innym otuchy. 

"Byłam obiektem sensacji" - wyznała ostatnio Joanna Brodzik.  

Jest owocem miłości dwojga nastolatków. Dla mieszkańców małego miasteczka to był powód do dyskusji i plotek

"Byłam ochrzczona z wody. Ksiądz się nie zgodził, by mnie ochrzcić w kościele" - wspomina w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów Extra".

Reklama

Mama i tata Joasi nie stworzyli rodziny. Babcia zrezygnowała z pracy i poświęciła się wychowaniu wnuczki. Kiedy jako mała dziewczynka szła z seniorką na spacer, widziała, że ludzie oglądają się za nią. 

Babcia starała się chronić dziecko, mówiła jej, że jest wyjątkowa, dlatego tak patrzą. Nie dawała temu wiary. Tym bardziej, że wiele razy usłyszała słowo "bękart". Choć bardzo chciała być taka, jak inne dzieci, została napiętnowana. Trafiła na osoby, którym zabrakło empatii. 

"Kiedy chciałam przygotować się do pierwszej komunii świętej, siostra katechetka powiedziała moim koleżankom, żeby się ze mną nie zadawały, bo jestem bękartem" - wyznaje Joanna. 

Poskarżyła się w domu. 

Czytaj więcej na kolejnej stronie:

"Babcia poszła wtedy do katechetki i ją spoliczkowała, a potem powiedziała mi, że do komunii nie przystąpię, i że pana Boga ma się w sercu" - opowiada. 

Będąc dziewczynką, Joasia miała też duże kompleksy związane ze swoim wyglądem. Wiele razy wypłakiwała się w poduszkę. Była śniada, mama krótko obcinała jej włosy. Przezywano ją "wąsatą Cyganką". Potem wstydziła się tego, że tak szybko urósł jej biust. 

"W liceum zaczęłam zajadać niepokoje. Doszłam do wagi 80 kilogramów" - przyznaje. 

Mimo że była najlepszą uczennicą, stypendystką ministra oświaty, nie wierzyła we własne siły. Ze smutkiem opowiada o tych traumatycznych doświadczeniach. Dziś sama jest mamą dwóch chłopców. 

Wie, jak ważne jest nie tylko obdarzanie ich rodzicielską miłością, ale też budowanie w nich poczucia bezpieczeństwa, pewności siebie. Chce ich wychować na silnych, odpowiedzialnych, tolerancyjnych i empatycznych ludzi.

***
Zobacz więcej materiałów wideo:

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Paweł Wilczak
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama