Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Górski od lat żyje w szczęśliwym związku! Dlaczego nigdy nie zdecydował się na ślub?

Robert Górski (45 l.) ma udaną rodzinę, odnosi same sukcesy. Do pełni szczęścia brakuje tylko jednego...

Robert własną rodzinę założył przed 13 laty. Jego partnerka, Katarzyna, jest graficzką. Poznali się przy... wejściu do toalety, na stołecznym Rynku Nowego Miasta. 

Reklama

Zaczęli rozmawiać, a że Górski miał już kabaret, mógł ją zaprosić na występ. Bo wcześniej różnie bywało z jego randkowaniem.

W wywiadzie-rzece pt. „Jak zostałem premierem” przyznał, że zawsze miał z tym kłopot: w szkole, gdy jechał do dziewczyny, już w autobusie planował, o czym będą rozmawiali. 

Z Kasią tematów mu nie brakowało. Dziś mają 11-letniego syna, Antoniego i dom u podnóża Bieszczadów, pod Sanokiem. 

Tylko brak ślubu jest w ich związku problemem, bo kościelnego wziąć nie mogą (ona jeden już miała), a cywilny uważają za nic nieznaczący.

Tym niemniej Górski bardzo dba o rodzinę. Gdy jedzie z kabaretem w trasę, to najwyżej na 3 dni, a po powrocie odprowadza syna do szkoły i robi zakupy.

Mówi, że na co dzień jest dość spokojny, bo czasem tak się „wyżartuje” w kabarecie, że na więcej nie ma siły. Żona go chwali: dobry partner i ojciec. 

Wychował się na Bródnie, warszawskim blokowisku, gdzie wciąż mieszkają jego rodzice – emeryci, ale jego rodzina pochodzi z okolic Węgrowa na Mazowszu, skąd wyruszyła do stolicy w latach 60. 

Ojciec przyszłego satyryka został kierowcą miejskiego autobusu, a mama była krawcową, co bardzo się przydało, kiedy chłopak już zaczął występować w kabarecie. 

Gdy potrzebował szmacianego kota do skeczu z Andrzejem Chyrą, poratowała go, choć nie ma ciągotek artystycznych. Po prostu położyła na tkaninie swojego domowego zwierzaka, obrysowała go i dzięki temu powstała maskotka, która przez lata „grała” z Górskim na scenie. 

Mamie zawdzięcza też imię – nadała mu je na cześć amerykańskiego senatora – Roberta Kennedy'ego – brata prezydenta USA, który zginął z ręki zamachowca.

To dość odległy, ale nie jedyny związek pana Roberta ze światem wielkiej polityki. Jego sąsiadem na osiedlu był... Leszek Balcerowicz, który – już jako wicepremier – mieszkał w bloku i jeździł maluchem.

"Góral" sąsiadował też z wieloma dresiarzami, o których później opowiadał w skeczach. 

Jego droga na estradę była kręta. Rodzice bardzo pragnęli by miał zawód więc chcąc niechcąc został technikiem-automatykiem (mówi, że do dziś nie wie, co taki człowiek robi), lecz ostatecznie wybrał polonistykę.

Tam zrodziły się jego pierwsze kabaretowe pomysły, ale nie wszystkie brał „z głowy” i nadal tak nie jest. Zdradził, że ciągle prowadzi zeszycik, w którym zapisuje zabawne powiedzonka i sytuacje. 

Z czasem przekonał się, że kabaret to jego powołanie, choć inne propozycje też miał. Jeszcze na studiach dostał pracę w agencji reklamowej, która do tego stopnia ceniła jego pomysły, że zarabiał w niej więcej niż jego rodzice razem wzięci.

"W głębi duszy chciałby być kierowcą autobusu, jak jego tata. Zły los uczynił go jednak najśmieszniejszym człowiekiem w Polsce" – tak opisał go Przemysław Borkowski, z Kabaretu Moralnego Niepokoju.

To właśnie z „rozrywkowej” strony znamy Roberta Górskiego, zwanego przez przyjaciół „Góralem”, a przez fanów... premierem. 

Przez kilka lat parodiował przecież Donalda Tuska, w telewizyjnym skeczu o posiedzeniach rządu, a teraz jest centralną postacią w internetowym „Uchu prezesa”.

Wszyscy o nim mówią, bo żartuje z obecnej władzy. Utrzymuje się na szczycie, ale... gwiazdą się nie czuje.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Górski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje