Reklama
Reklama

Poruszający wywiad z narzeczoną Tomasza Mackiewicza. "Poczułam, jakby ktoś mi wyrwał serce"

Anna Solska-Mackiewicz w poruszającym wywiadzie opowiada o Tomaszu Mackiewiczu i swego rodzaju traumie, którą wciąż przeżywa. Do tej pory nie może pogodzić się z jego śmiercią. Wspomina również moment, w którym poczuła, że ukochany odszedł...

Od dramatu na Nanga Parbat minął rok. Przypomnijmy, że Tomasz Mackiewicz i Elisabeth Revol mieli poważne problemy z zejściem z góry i wymagali pomocy. Polak był w takim stanie, że nie mógł samodzielnie iść dalej. Został w szczelinie na wysokości 7280 metrów, a Francuzka zeszła poniżej 7000 metrów. Uratowali ją uczestnicy wyprawy na K2. Do Mackiewicza nie udało się dotrzeć. 

"W pewnym momencie nie mógł już oddychać, zdjął osłonę, którą miał na ustach i prawie natychmiast zaczął zamarzać. Jego nos stał się niemal natychmiast biały, podobnie ręce i stopy. Krew nie przestawała wyciekać z jego ust. Symptomy ogólnej opuchlizny, będącej ostatnią fazę choroby wysokościowej, hipoksji hipobarycznej, która jest konsekwencją przebywania na dużej wysokości i niedotlenienia, wskazywały, że szanse na przeżycie Tomasza są niewielkie" - relacjonowała później Revol. 

Reklama

Z tym, że z Nanga Parbat Tomasz Mackiewicz nigdy już nie wróci, do tej pory nie może pogodzić się jego partnerka i matka jego córki, Anna Solska-Mackiewicz. W rozmowie z "Galą" opowiada, że to wciąż jest dla niej abstrakcją i ciągle jej się wydaje, że jej ukochany po prostu gdzieś wyjechał, ale wróci i będzie wszystko jak dawniej. 

Anna i Tomasz byli ze sobą bardzo związani. Nie wzięli ślubu, lecz go planowali. Na znak oddania, już po jego śmierci, kobieta przyjęła jego nazwisko. Żałuje, że się nie pobrali.

W wywiadzie wraca do chwil, sprzed wyprawy Mackiewicza na Nanga Parbat. Gdy himalaista wyruszał w góry po raz ostatni, Anna wyjątkowo się o niego nie bała. Do dziś nie umie sobie wytłumaczyć, dlaczego. 

"Paradoksalnie byłam zupełnie spokojna. (...) Pamiętam jedną z rozmów z moim przyjacielem, który niepokoił się tym, że Tomek tym razem tak rzadko się kontaktuje. Podczas wcześniejszych wypraw na Nangę dzwonił przecież kilka razy w tygodniu, a teraz milczy. Podczas tej wyprawy nasza więź była słabsza niż zazwyczaj. (...) Nawet Eli mówiła, że Tomek inaczej się zachowywał: był niespokojny, nadwrażliwy, bardziej milczący niż zazwyczaj. Tak jakby przeczuwał coś złego" - wspomina. 

Czytaj dalej na następnej stronie.

Kiedy Solska-Mackiewicz dowiedziała się o problemach na górze, od razu zabrała się za organizowanie akcji ratunkowej. Przez SMS-y prosiła Revol, by ta nie zostawiała Tomka. Przeżywała prawdziwe katusze... 

"Nie jadłam i nie spałam. Najgorsze było czekanie, te straszne myśli: co się z nimi dzieje, czy nie cierpi, czy dadzą radę. (...) Mimo że wszystko działo się tak szybko, dla mnie trwało wieki. Wiedziałam, że Elisabeth uda się uratować, ale gdzieś w głębi duszy przeczuwałam, że tracę Tomka. Tamtej nocy, gdy prawdopodobnie odszedł, poczułam, jakby ktoś wyrwał mi serce i zabrał część duszy" - mówi. 

Martwiła się o Tomka, lecz nie mogła mu zabraniać wychodzenia w góry, nie chciała, aby z czegoś dla niej rezygnował. Ich związek opierał się na m.in. szanowaniu swoich pasji. W innym wypadku ich relacja rozpadłaby się. "Jestem przekonana, że gdybym postawiła mu ultimatum - czego sobie nie wyobrażałam - rodzina albo góry, uzyskałabym efekt odwrotny do zamierzonego" - ocenia Anna.

Mimo wszystko doszło do tego, że Mackiewicz próbował od niej odejść, i to kilkukrotnie. Wszystko z troski o ukochaną. "Wydawało mu się, że nie wytrzymam napięcia, życia w ciągłym strachu. Często powtarzał, że nie daje mi tego, czego potrzebuję. Doprowadzał mnie wtedy do rozpaczy, bo go kochałam nad życie. Broniłam tego, co było między nami, a on obawiał się, że nie czuję się z nim szczęśliwa i spełniona" - opowiada. 

Nie tylko musiała jakoś poradzić sobie ze śmiercią Tomasza, ale także poinformować ich córkę, że straciła ojca. "Długo z tym zwlekałam. bo byłam kompletnie rozsypana. Potrzebowałam około dwóch tygodni, by zebrać siły i spokojnie z nią porozmawiać" - wyznaje i dodaje, że 6-letnia Zoja dojrzale przeżywa żałobę i wierzy, że tata "jest pryz niej i nad nią czuwa".


pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Mackiewicz
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy