Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotr Głowacki: Patrzę z zachwytem na swoje dzieci

O Piotrze Głowackim (37 l.) mówi się jako o jednym z najzdolniejszych polskich aktorów. Gra dużo, a dziesięć miesięcy temu został po raz pierwszy tatą. Wraz z żoną podjął decyzję: on robi karierę, ona rezygnuje z pracy zawodowej i poświęca się wychowywaniu maluchów.

Ma pozytywny stosunek do świata, ludzi i pracy. Próżno szukać negatywnych komentarzy na jego temat. "Na Żywo" opowiedział, co w jego życie wniosły narodziny bliźniąt.

Reklama

Jesteś chyba najbardziej zapracowanym polskim aktorem, grasz w serialach, w większości polskich filmów, w teatrze.

Piotr Głowacki: - Rzeczywiście, pracuję dużo, co daje mi szansę na intensywne odczuwanie radości tworzenia, pobudza ciekawość i nakręca do kolejnych wyzwań.

Ostatnio pracę godzisz też z ojcostwem. To jest trudne?

- Nie traktuję tego w kategoriach utrudnienia, wręcz odwrotnie, każdego dnia dostaję mnóstwo energii od dzieci. Bycie rodzicem ułatwia też podejmowanie decyzji. Precyzyjniej trzeba dokonywać wyborów, żeby nie tracić czasu, który jest tak cenny i który można spędzić właśnie z dziećmi.

W jakim wieku są bliźniaki?

- Moja córka i syn mają już dziesięć miesięcy.

Lubisz je obserwować?

- Nie ma nic ciekawszego, patrzę na nie z zachwytem, ale są też dla mnie źródłem inspiracji i wiedzy, którą mogę wykorzystać w aktorstwie.

Zostajesz sam z dwójką dzieci?

- Tak, oczywiście. Tego wymaga logistyka życia codziennego. Agnieszka też potrzebuje czasami wyjść z domu, a ponieważ radzimy sobie bez pomocy opiekunki, wtedy zostajemy w trójkę.

Dzielny jesteś!

- Nie mam porównania. To raczej działa w drugą stronę, gdy obserwuję kogoś, kto jest rodzicem jedynaka, traktuję to tak, jakby miał pół dziecka (śmiech).

Żona wróciła do pracy?

- Aga zdecydowała, że chce ten czas poświęcić przede wszystkim dzieciom, więc skoro natura tak to urządziła, iż właśnie stała obecność mamy jest niemowlętom potrzebna do przeżycia, ja staram się wypełniać jak najlepiej funkcję ojca. Tak ustaliliśmy, bo chcemy tego, co dobre dla naszej drużyny, która teraz liczy już cztery osoby. A że w najważniejszych dla rodziców kwestiach sprzyja nam szczęście, staramy się korzystać z tych dobrych obrotów spraw, a także czerpać z rodzicielstwa radość i paliwo do pracy nad sobą.

A jak się czujesz jako lekarz w Leśnej Górze?

- Bardzo dobrze. Jestem tu od półtora roku, w tym czasie spotkało mnie naprawdę dużo miłych rzeczy na planie i w życiu prywatnym. Do tego mam bardzo pozytywny odbiór ze strony widzów, czego doświadczam, spotykając fanów serialu na ulicy czy w sklepie. Zdarzają się też inne przyjemności, na przykład dzięki pracy w "Na dobre i na złe" poznałem się bliżej z Michałem Żebrowskim, który zaprosił mnie do współpracy w swoim Teatrze 6. piętro, gdzie gramy razem w spektaklu "Ożenek". Także wszystko pozytywnie się łączy, przeplata, dając mi poczucie radości i spełnienia. Myślę, że siłą tego serialu jest również to, iż tworzymy tu bardzo zgrany zespół.

A mówi się, że w aktorstwie jest rywalizacja.

- Myślę, że ci, którzy rywalizują, tracą. Nasz zawód zyskuje na współpracy, to jest sztuka zespołowa.

Zdarzają się prawdziwe przyjaźnie w tym zawodzie?

- Tak samo jak w innych profesjach, jak w życiu.

Rozmawiała: Anna Hernik-Solarska

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje