Reklama
Reklama

Paweł Golec: w kwestii rodzicielstwa nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Paweł Golec (43 l.) poza sceną jest wspaniałym ojcem i mężem. W rozmowie z tygodnikiem „Na żywo” zdradził, że pragnie mieć jeszcze trzecie dziecko!

"Nikt nie potrafi zmienić się tak szybko ze spokojnego, odpowiedzialnego ojca rodziny w rozszalałe zwierzę sceniczne" - mówią o nim pozostali członkowie zespołu "Golec uOrkiestra". 

Podczas koncertów Paweł Golec, wraz z bratem bliźniakiem Łukaszem, potrafią każdego porwać do tańca. Jednak gdy już skończy pracę, wraca do swojej żony Katarzyny i ich dwóch córeczek Majki (15 l.) i Anny (5 l.). O swoich planach na przyszłość oraz o tym, czy chce mieć jedną żonę na całe życie, opowiedział w rozmowie z "Na żywo".

Reklama

Rodzice marzyli o córce, a los zesłał im dwóch chłopców. Kto najbardziej się ucieszył?

Trudne pytanie. Myślę, że rodzice i tak byli zadowoleni, choć rzeczywiście mieli przygotowane ubrania dla dziewczynki. Lekarz im tak powiedział, mimo że nie było wtedy specjalistycznych badań. Pewnie tak stwierdził, bo mieli już dwóch synów.

Nigdy nie zdradziliście, kto jest starszy - Pan czy Łukasz?

Nie wiemy, naprawdę! Mama nigdy nam nie powiedziała, bo chyba tak na 100 procent sama nie jest pewna. To nie był łatwy poród, nie stosowano znieczulenia, była zmęczona...

Który z Was jest ważniejszy w zespole?

Myślę, że w sprawach artystycznych Łukasz, natomiast kwestie marketingowe, organizacyjne i księgowe są na mojej głowie.

Byliście uczniami szkoły podstawowej, gdy na raka umarł Wasz tata. Szybko dorośliście... 

Pensja mamy, która pracowała w zakładach włókienniczych Bewelana i o godzinie piątej rano wyruszała do Bielska, wystarczała na... opał. Musieliśmy pomagać. Mieliśmy duże pole, także zwierzęta - krowy, świnie, - więc pracowaliśmy w gospodarstwie. Przyznaję, buntowaliśmy się nieraz, bo to ciężka praca dla dzieci. Wtedy woleliśmy pograć w piłkę. Obsługiwaliśmy też różne imprezy, urodziny, festyny, ale dla nas to już była odskocznia, rozrywka, także nauka. Muzyk to pożyteczny zawód.

Czy to prawda, że babcia nie chciała, żebyście pracowali na roli, jak ona, czy jak Wasz ojciec - w hucie?

Tak, zawsze modliła się o to, żebyśmy mieli lekką robotę. I wymodliła. Bo w porównaniu z pracą w kopalni czy hucie, to jest lekka robota.

Jaka cecha sprawiła, że udało się Panu zrobić karierę?

Twardy tyłek. Na początku nikt nie był zainteresowany naszą muzyką, mówiono: "Kto o owieczkach będzie słuchał?!". Po takich słowach byliśmy jeszcze bardziej zdeterminowani. Mamy takie powiedzenie: "Choćby piorun walnął w niego, góral zawsze dopnie swego." Góry i życie nas zahartowały.

Czy pomaga Pan w domu? 

Tak - sprzątam, bo lubię porządek. Odkurzam, ogarniam łazienkę, pokoje dziewczynek. Żona świetnie gotuje, więc nie wychylam się, ale gdybym musiał, to zrobię sałatkę, koktajle... Obiad też ugotuję, mamy maszynę, która wszystko potrafi wyczarować - miesza, gotuje zupę, na górze para gotuje warzywa. Jestem też gospodarzem domu w górach, więc gdy np. popsuje się rynna, potrafię ją naprawić. 

Jak to zrobić, by mieć jedną żonę całe życie? 

Trzeba kochać, być wiernym, nie okłamywać. Trzeba troszczyć się o miłość, bo nie jest nam dana raz na zawsze. Jeśli jest problem, lepiej rozmawiać, a nie zamiatać pod dywan.

Wychowywał się Pan w męskim gronie, z trzema braćmi. Ma Pan córki. Będzie chłopak? 

Jak ja się rodziłem, ojciec miał 50 lat. Marek Kondrat też niedawno został ojcem. Jeśli chodzi o dzieci, nie powiedziałem ostatniego słowa.

Był Pan chłopakiem z Milówki, teraz jest gwiazdą. Co, Pana zdaniem, jest najważniejsze? 

Myślę, że miłość do drugiego człowieka - i nie mówię tu tylko o miłości męża do żony. Chodzi mi o relacje międzyludzkie, o to, by nie być zapomnianym, osamotnionym. Aby być dla kogoś ważnym. Czasami babcia ma wnuki, prawnuki, a żyje samotnie i to jest straszne. Na łożu śmierci nie liczą się pieniądze, zaszczyty, ale to, kogo mamy obok siebie.

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 


Na żywo
Dowiedz się więcej na temat: Paweł Golec
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy